sobota, 16 stycznia 2016

Rozdział 31

Perspektywa Marty:
Następnego dnia przebudziłam się około godziny 9. Andrzej spał w salonie dlatego od razu poszłam sprawdzić czy jeszcze śpi. Gdy zeszłam na dół usłyszałam podśpiewywanie siatkarza w kuchni. Stanęłam po cichu w progu i przyglądałam się chłopakowi, który tańczył i robił śniadanie. Miał na sobie tylko bokserki więc wyglądał bardzo seksownie. Teraz widzę jak strasznie mi go brakowało. 
-Pięknie tańczyć i śpiewasz też niczego sobie - powiedziałam na co on gwałtownie się odwrócił
-Wystraszyłaś mnie - podszedł do mnie - ale i tak cię kocham- powiedział i pocałował mnie.
-Ja ciebie też, a co na śniadanko kucharzu?
-Jajecznica z szynką i brokułami, zaraz podam do stołu więc proszę usiąść - wyszczerzył się.
Gdy jedliśmy śniadanie zauważyłam, że Andrzej jest trochę przybity
-Andrzej co się dzieję?
-No bo wiesz są święta i...
-Tak jedź do rodziców kochanie. - powiedziałam i złapałam środkowego za dłoń
-Ale jedziesz ze mną.
-Kochanie, jesteśmy razem do wczoraj chyba na to za wcześnie.
-Przecież oni cię znają, a poza tym wczoraj zanim tutaj przyjechałem byłem z u nich z Edytą i nie mogłem już tego znieść że ciebie nie ma i przyjechałem.
-J-jaką Edytą?
-Byliśmy razem trochę, ale nie kocham jej, ty tylko się dla mnie liczysz.
-Dobrze, ufam ci przecież.
-No to jak? Bo ja powiedziałem tacie, że wrócę do nich z najważniejszą osobą w moim życiu.
-No dobrze skarbie, pojadę.
-Na prawdę!?? Tak bardzo cię kocham - wykrzyczał i podniósł mnie z krzesełka. - idź się już przygotowywać bo za 2 godziny chce żebyśmy wyjechali okej?
-Tak jest Wrona! - powiedziałam i szybko popędziłam do sypialni.
Wybrałam odpowiedni strój oraz szpilki. Włosy zostawiłam rozpuszczone i zrobiłam lekki makijaż. Gdy byłam już gotowa udałam się do salonu gdzie czekał na mnie już wystrojony Andrzej
-Marta wyglądasz przepięknie - powiedział i złożył pocałunek na moim policzku
-Ty również Andrzejku. To co jedziemy?

Perspektywa Andrzeja:
Po 15 min. wsiedliśmy do samochodu i wyruszyliśmy.
-Kochanie a jak z tobą i Karolem? - spytała nagle Marta
-Nie wiem. Nie mam pojęcia, zawiódł mnie bardzo, przez niego mogłem cię stracić. 
-Wasza przyjaźń przecież byłą taka wspaniała.
-No właśnie. była.
-Proszę cię musisz z nim porozmawiać.
-Dobrze kochanie, obiecuję ci, ale po świętach okej? Wszyscy razem ja ty Ola i Karol się spotkamy zgoda?
-Świetny pomysł. Wiesz co strasznie mi brakowało rozmów z tobą.
-Mi również, obiecuję ci że kiedy wrócimy od moich rodziców, to usiądziemy na kanapie i będziemy cały dzień tylko razem.
-Boję się Andrzej.
-Moich rodziców? Przecież 5 lat temu cię uwielbiali.
-Nie tego. Boję się, że znowu nam się nie uda, ja... ja bym już tego nie przeżyła.
Zatrzymałem auto i przytuliłem Martę.
-Kochanie uwierz mi teraz nam wyjdzie i będziemy razem już zawsze, bo nie ma takiej siły która zniszczyła by nasze uczucia rozumiesz? Jesteś dla mnie tlen, a jak wiesz bez niego się umiera.
-Jesteś najwspanialszy kocham cię. - powiedziała i wtuliła się we mnie jeszcze mocniej.
-To co żabciu możemy już jechać.
-Tak.
Po 30 min. byliśmy pod moim domem rodzinnym. Widziałem po minie Marty, że jest zestresowana więc złapałem ją za rękę. Po chwili czekaliśmy pod drzwiami aż ktoś otworzył drzwi.
-No jesteś Andrzejku - powiedziała mama a zaraz za nią pojawił się ojciec 
-Mamo, tato przyjechałem tutaj z całym moim światem. Pamiętacie Martę?
-Oczywiście, że tak synku - powiedzieli jednocześnie 
-Dzień dobry państwu - przywitała się nieśmiało Marta
-Tak się cieszę synu, że jesteś szczęśliwy. Na prawdę piękna z was para. - powiedział z uśmiechem ojciec.
Po zjedzeniu kolacji i rozmowach pełnych śmiechu moi rodzice chcieli znać całą moją i Marty historię, chcieli się dowiedzieć jak się znowu spotkaliśmy i co było dalej, więc opowiedzieliśmy im wszystko. 
-Oj dzieciaki, taka miłość zdarza się tylko raz w życiu i musicie pamiętać, że należy ją pielęgnować i szanować. Nie można mieć z życiu i w związku rutyny bo ona potrafi wszystko zniszczyć, ale wy dużo przeszliście więc na pewno będziecie się kochać długie lata.- wygłosiła monolog moja mama, a ja kontem oka spojrzałem na Martę która się momentalnie uśmiechła. 

Perspektywa Marty:
-To ja już będę powoli sprzątać a wy sobie idźcie z ojcem do salonu. - powiedziała mama Andrzeja
-To ja pani pomogę - powiedziałam z uśmiechem 
-Nie pani lecz mama okej?
-Okej, ale my na razie...
-Martuś moja droga, ja wiem, że do ślubu jeszcze daleka droga. Ale też wiem, że Andrzejek na pewno się z tobą ożeni bo cię kocha i dlatego masz mówić do nas mama i tata.
-Ostatnio jakoś nie wyszło nam z Andrzejem.
-Byliście za młodzi i za głupi. To jest los kochana skoro po 5 latach się spotykacie i nadal widać w waszych oczach płonącą miłość. Znam mojego syna i widzę, że teraz jest szczęśliwy. 
-Mam nadzieję, bo ja go bardzo kocham.
-Martuś, pamiętaj że zawsze i w każdej sytuacji będziesz mogła zadzwonić lub przyjechać, będę dla ciebie jak matka bo po tym co opowiedzieliście wiem, że łatwo nigdy nie miałaś. - powiedziała i dała mi swój numer telefonu.
-Bardzo pani,.. znaczy dziękuję mamo.
-A teraz bierz Andrzeja i zmykać do spania bo już po 12.
Jak mama kazała tak też zrobiłam. Po chwili byliśmy w pokoju. Andrzej rozebrał się do bokserek  i położył się na łóżku, a ja nie wiedziałam co robić.
-Idziesz spać czy będziesz tak myślała?
-Tak, tak idę- powiedziałam nie pewnie
-No to rozbieraj się i wskakuj - poklepał miejsce obok siebie
-Już, już - powiedziałam i spuściłam głowę. 
W tym momencie podszedł do mnie Andrzej i kucnął przy mnie:
-Ej co jest - popatrzył mi w oczy - chodź - złapał mnie za rękę
-Ja... - spojrzałam na niego nie pewnie
-Haha no coś ty? Nie gadaj, że wstydzisz się rozebrać do bielizny? 
-Ja... - poczułam jak do moich oczu wchodzą łzy
-Cii, przepraszam nie chciałem się zaśmiać. Skarbie, nie musisz się mnie wstydzić, a tym bardziej bać. Zaufaj mi.
-Ufam ci.
-To chodź.
Rozebrałam się do bielizny i wskoczyłam szybko pod kołdrę
-Kochanie wyglądasz bardzo seksownie, chciałbym pokazać ci jak bardzo cię kocham.
-Andrzej, nie jestem jeszcze gotowa... przepraszam
-Nie musisz, rozumiem cię, będę czekał tyle ile ci potrzeba
-Kocham cię najbardziej na świecie
-Ja ciebie też 
Po chwili wtuleni w siebie zasnęliśmy.

wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 30

Perspektywa Andrzeja:
Następnego dnia obudziłem się w fatalnym nastroju. Ubrałem się i poszedłem do kuchni gdzie siedziała Edyta i piła kawę.
-Dzień dobry kochanie, kawki? - uśmiechnęła się do mnie i pocałowała mnie w policzek
-Nie dziękuję, zjem tylko sałatkę.
-Co ty taki smutny i przygnębiony dzisiaj? Jest wigilia za niedługo zbieramy się do twoich rodziców.
-Wiem przecież,a która tak właściwie godzina?
-11:45 kochanie, o 14 musimy wyjechać.
-Dobrze Edytko, daj zjeść co? Idź się już lepiej malować i stroić.
-Wiesz co Andrzejku, jest wigilia a ty taki chamski.
-Przepraszam - powiedziałem przyciągając dziewczynę na kolano, pocałowałem ją - idź się szykować żabciu bo mało czasu zostało
-No to lecę.
Gdy Edyta wyszła z kuchni zacząłem jeść, w pewnym momencie usłyszałem dzwonek telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz i ujrzałem wesołą twarz Oli:
-No hej Wroniasty i co postanowiłeś?
-Jadę z Edytą do rodziców. A Wy dzisiaj do Kłosów jedziecie?
-Nie my zostajemy dzisiaj tylko we dwójkę przecież są jeszcze 2 dni świat mamy czas odwiedzić rodziców. Oni zrozumieją że miłość jest najważniejsza bo sami jej kiedyś doświadczyli. Muszę kończyć już. To udanych świąt Andrzej.
-Wzajemnie. 
Gdy odłożyłem telefon, zacząłem się zastanawiać nad słowami przyjaciółki. Może jednak powinienem dzisiaj pojechać do Marty, ponoć sama siedzi w domu, a święta to odpowiedni czas do rozmów. Moi rodzice przecież chcą dla mnie jak najlepiej i wybaczyliby mi gdybym przyjechał jutro albo pojutrze. Wiem, że Martę kocham nad życie i żadna tam Edyta czy inna nie zmieni moich uczuć. Mam kompletny mętlik w głowie. Z jednej strony nie chcę zawieść rodziców i Edyty, która od niedawna jest dla mnie jak siostra. Ale gdy tylko myślę o Marcie to moje serce wariuje z tęsknoty. Z moich rozmyśleń wyrwała mnie Edyta. 
-Andrzej, idź się już ubierać bo już po 13.
-Dobrze kochanie idę.
Po 15 minutach byłem gotowy do wyjścia. Wyszedłem z pokoju i udałem się do salony w którym czekała już na mnie Edyta
-Pięknie wyglądasz Wronko moja - powiedziała dziewczyna i wbiła się w moje usta
-Ty również skarbie, chodź jedziemy już.
Po 15 min. jechaliśmy już w stronę mojego rodzinnego domu. Po drodze cały czas myślałem czy podjąłem dobrą decyzję. Byłem cholernie smutny i przygnębiony, a na dodatek zaczęła lecieć piosenka. Nie wytrzymałem tego wszystkiego i pojedyncza łza poleciała mi po policzku.
-Andrzej, co jest? - spytała zdziwiona Edyta
-Nic. Zaraz będziemy na miejscu.
Tak jak powiedziałem po paru minutach wysiadaliśmy już z samochodu i zaczęliśmy się witać z moimi rodzicami. 
-Witaj syneczku - powiedziała mama i pocałowała mnie w policzek- jak się wam żyje?
-A dobrze - skłamałem 
-A nie mówiłam ci Andrzejku, że jeśli znajdziesz miłość swojego życia to wtedy wszystko będzie inne, lepsze. Tak się cieszę, że wreszcie znalazłeś tą drugą połówkę serca.
-Pani syn jest naprawdę wspaniały, wychowała pani na prawdę cudownego mężczyznę.
-Nie pan i nie pani - wtrącił się mój ojciec - lecz mama i tata. Synu kiedy ślub?
-Mam tego dosyć! Nie będzie ślubu, nie będzie niczego rozumiecie? Edyta nie kocham cię, nawet nie jestem w tobie zakochany. Jesteś na prawdę wspaniałą kobietą i bardzo cię polubiłem ale kocham zupełnie inną osobę rozumiesz?
-Co?! Jak to? Do cholery jasnej Andrzej! Tyle czasu mnie oszukiwałeś?
-Synku! - zaczęła krzyczeć mama - nie tak cię wychowałam! Jak ty się w ogóle zachowujesz?
-Przepraszam was wszystkich. Mamo muszę jechać zawalczyć o moją ukochaną... przepraszam.
-Andrzej pożałujesz tego!!! Mnie się nie zostawia! - zaczęła krzyczeć Edyta przez łzy i zadzwoniła po taksówkę.
-Przepraszam - rzuciłem, wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę Warszawy.

Perspektywa Marty:
Wstałam przed 12, zjadłam śniadanie i ubrałam się. Powoli zaczęłam szykować dania na wigilię, którą będę musiała spędzić sama. Z jednej strony to dobrze przynajmniej wszystko sobie na spokojnie przemyślę. Andrzej wiele dla mnie znaczy, ale to prze zemnie ciągle ma jakieś problemy i kłopoty. Kocham go nad życie, ale nie mogę pozwolić na to, żeby on cierpiał. Muszę o nim zapomnieć, może powinnam wyjechać do Stanów, do ciotki. Chyba tak zrobię i zacznę życie na nowo. W nowym miejscu z czystą kartką. Po przemyśleniach i drobnych przygotowaniach, zadzwoniłam do Pawła i złożyłam mu życzenia świąteczne. Około 16 wszystko było już przygotowane więc nakryłam do stołu, włączyłam kolędy i zajadałam się moimi wyrobami. Po zjedzeniu, i posprzątaniu talerzy nalałam sobie wino wzięłam koc i usiadłam na fotelu obok kominka. Postanowiłam przeczytać książkę którą dostałam od Zatiego. Była na prawdę interesująca, opowiadała o niespełnionej miłości. Od razu przypomniałam sobie o Andrzeju. Wzięłam telefon i weszłam na jego instagrama. Dodał nowe zdjęcie, ręki która trzyma zapakowany prezent z podpisem "  Jazda do kochanych rodziców. Jedzonko stygnie, a ja nie mam siły na nic :( #nolike #kochanirodzice #sernik #prezenty #smuteczek
Tak cholernie tęsknie za jego głosem, zapachem, ciepłym dotykiem. Nie stop! Nie mogę do tego wracać. Dzisiaj zamykam ten rozdział w moim życiu, a jutro dzwonię do ciotki Toli, i muszę zastanowić się nad wyjazdem do niej. Po tym rozmyślaniu wróciłam do czytania książki. W pewnym momencie ktoś zadzwonił do drzwi, a ja aż się wzdrygnęłam. Kto w wigilię o 17:30 może do mnie przyjechać? Pewnie Zatorski, jaki on jest kochany. Szybko założyłam na ramiona sweter i ruszyłam do przedpokoju. Gdy otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się siatkarz.
-C-co ty tu robisz? - spytałam drżącym głosem 
-Przyjechałem do ciebie, a proszę to dla ciebie.
-Dziękuję. Chyba ci powiedziałam, że cię nie kocham - mówiąc to odwróciłam głowę, żeby nie widzieć jego błękitnych oczu
-Marta ja już znam całą prawdę. Wiem, że Karol na ciebie nawrzeszczał i obwiniał cię. Nie musisz już kłamać.
-Skąd ty niby wiesz, że ja kłamie. Skąd możesz wiedzieć co ja czuję?! - wykrzyczałam
-Właśnie nie wiem - Andrzej wszedł do domu trzaskając drzwiami- ale chcę się dowiedzieć. Bo mi na tobie cholernie zależy, jesteś dla mnie wszystkim. Kocham cię jak wariat. Kocham bardziej niż siatkówkę. Kocham tak jak jeszcze nikt na świecie nie kocha. - powiedział siatkarz patrząc mi prosto w oczy
-Andrzej... ja, ja sama nie wiem. Pogubiłam się w tym wszystkim, to prze zemnie tobie zdarzały się te wszystkie złe rzeczy. Może to jest jakiś znak, że my jednak nie powinniśmy być razem.
-Kochasz mnie? - spytał z łzami w oczach
-To wszystko moja wina, powinnam się trzymać od ciebie jak najdalej - zaczęłam mówić przez łzy
-Zadałem ci pytanie: Kochasz mnie? - powiedział Andrzej podchodząc do mnie bliżej ze łzami na policzkach.
-Nie wiem... kompletnie się pogubiłam w tym wszystkim. Okropnie za tobą tęskniłam, umierałam bez ciebie! Kocham cię ale nie powinniśmy być razem.
-Jak dwoje kochających się ludzi nie powinno być razem?! 
-Cierpisz prze zemnie. Za bardzo cię kocham, żeby pozwolić na to.
-Te sytuacje to nie była twoja wina zrozum. To były wypadki. Proszę cię Marta... nie mogę żyć bez ciebie - powiedział Andrzej przez łzy
-Nie płacz proszę... - powiedziałam i podeszłam do niego 
-Kocham cię Marta - powiedział patrząc w moje oczy
-Tak bardzo mi cię brakowało Andrzej -powiedziałam przytulając go
-Mi ciebie też Marta, nawet nie wiesz jak bardzo.
Oderwałam się od chłopaka i spojrzałam mu w te cudowne niebieskie oczy:
-Obiecasz mi coś?
-Co tylko chcesz.
-Nigdy już się nie rozstaniemy okej?
-Obiecuję, czyli...
-Tak chcę z tobą znowu być bo cię cholernie kocham.
-Kocham cię księżniczko - powiedział siatkarz i pocałował mnie
-Zostaniesz? - spytałam niepewnie 
-Na zawsze- uśmiechnął się Andrzej 
Po chwili siedzieliśmy obok kominka wtuleni w siebie i wsłuchiwaliśmy się w panującą ciszę. Nie była ona przygnębiająca jak do tej pory, teraz ta cisza była najwspanialsza na świecie. 

piątek, 1 stycznia 2016

Rozdział 29

2 dni później
Perspektywa Oli:
Wczoraj wieczorem wróciłam do Bełchatowa do mieszkania Karola. Jestem zadowolona z siebie i z niego. Bardzo dobrze zrobił wyznając prawdę Andrzejowi. Wcale się nie dziwię, że dostał po gębie bo cholernie mu się należało. Martwi mnie tylko to, że Andrzej mimo tego, że zna prawdę nie próbuję się skontaktować z Martą. No ale cóż, może jeszcze coś się wydarzy. Jutro wigilia więc gdy tylko wstałam i zjadłam śniadanie szybko się ubrałam i nie budząc Karolka ruszyłam w stronę galerii. Kupiłam kilka ozdób świątecznych, sukienkę oraz drobne prezenty dla bliskich i rodziny. Gdy wychodziłam z oddali zobaczyłam Wronkę. Natychmiast do niego podeszłam.
-Cześć - powiedziałam i przywitałam się ze środkowym 
-Cześć Olu.
-Co ty robisz w damskim sklepie chłopie? - zapytałam ze śmiechem 
-Czekam na Edytę.
-Kogo? - zapytałam lekko zdziwiona.
W tym samym momencie z przymierzalni wyszła wymalowana kobieta.
-Andrzejku kochanie ta sukienka tak bardzo mi się podoba ale nie mam aż 500zł. Zapłacisz prawda?
-Oczywiście skarbie, a teraz poznaj proszę Olę.
-A co to za marna kobiecina jeśli mogę wiedzieć? - spytała Edyta z pogardą 
-Ola, dziewczyna Karola Kłosa - uśmiechnęłam się szeroko - Andrzej możemy porozmawiać.
-Sory Trola czy tam Ola, ale Andrzejek nie ma teraz zbytnio czasu na pogaduszki z takimi dziwnymi babami. Mój misiaczek musi zawieźć mnie zaraz do fryzjera a potem do spa, także możesz już sobie iść.
-Ja nie potrzebuję ani spa ani fryzjera, gdyż jestem naturalnie ładną kobietą - powiedziałam
-Andrzejku, kochanie idę zapłacić twoją kartą i jedziemy!
-Dobrze skarbie - powiedział siatkarz - Ola za godzinę tutaj w kawiarni okej? - powiedział szeptem do mnie
-Kochanie idziemy powiedziałam! - dziewczyna złapała środkowego za rękę i szybkim krokiem ruszyli w stronę wyjścia.
Ja nie byłam jeszcze zmęczona zakupami więc przez kolejną godzinę oglądałam i przymierzałam przeróżne ubrania. W końcu gdy wybiła umówiona godzina usiadłam w kawiarni i czekałam na Wronkę. Po ok.10 min chłopak się zjawił. Zamówiliśmy sobie kawę i zaczęliśmy rozmawiać.
-Ta Edyta to jest twoja dziewczyna?
-Tak- odpowiedział po chwili zastanowienia 
-Czy ty nie widzisz tego, że ona jest z tobą tylko dla kasy i pomiata tobą jak starą zabawką?
-Ola, a powiedz mi co mi zostało? Karol mnie strasznie zawiódł, Marta pewnie układa sobie życie gdzieś na drugim końcu świata, nie dostałem powołania do reprezentacji. Jedyne co w tej chwili mam to Edyta.
-Według mnie to Edyta nawet nie jest w tobie zakochana, ona kocha tylko i wyłącznie kasę.
-Wiem, widzę to ślepy nie jestem, ale co ja mogę zrobić.
-Kopni ją w tyłek i tyle.
-Nie wiem Ola.
-A teraz może pogadajmy o Karolu. Wiem, że postąpił jak kretyn ale tylko dlatego, że się o ciebie martwił. Chciał jak najlepiej ale mu nie wyszło. On nie jest złym przyjacielem i na prawdę powinniście sobie porozmawiać szczerzę przecież taka piękna i wieloletnia przyjaźń nie może zostać zniszczona.
-Ja nie wiem Ola czy mogę mu dać kolejną szansę, bardzo mnie zawiódł. Pogadam z nim ale nie obiecuję, że ta przyjaźń będzie taka jak dawniej, a przynajmniej nie teraz. W końcu to przez niego straciłem kobietę którą kocham. - powiedział środkowy i spuścił głowę
-Wcale, że jej nie straciłeś. Przecież ona nadal cię kocha. Tylko przez Karola obwinia się o wszystkie twoje problemy. Ona jest strasznie bez ciebie nieszczęśliwa. 
-Cholernie chciałbym ją zobaczyć, przytulić, pogadać... ale nawet nie wiem gdzie ona jest. Nawet numer telefonu zmieniła. Ola ja bez Marty powoli umieram.! Co wieczór wracam myślami do wspólnych chwil, co wieczór ryczę jak mały dzieciak, który tęskni za rodzicami. Mam tego dosyć, nie mogę sobie poradzić z tą pierdoloną tęsknotą... - powiedział ze łzami w oczach
-Marta mieszka teraz w Warszawie w domu Zatiego. Jedź do niej i wy do cholery jasnej wreszcie bądźcie razem już zawsze. Dać ci adres?
-Nie spoko wiem gdzie to jest. Ale dzisiaj nie mogę bo trening zaraz mamy.
-To jedź jutro, ona i tak nie jedzie nigdzie na święta.
-Jutro jest wigilia obiecałem rodzicom, że do nich przyjadę z Edytą. Moi rodzice bardzo ją polubili. Obiecałem, że będę u nich przez całe święta bo w środku roku mnie nie widzą.
-Andrzej ja cię nie zmuszam do niczego, to twoja decyzja. Zrobisz jak zechcesz. Ja już muszę jechać do domu. To wesołych świąt Andrzej i mam nadzieję, że podejmiesz właściwą decyzję.

Perspektywa Marty:
Jutro wigilia więc postanowiłam przyozdobić świątecznie dom. W salonie ubrałam choinkę, a po całym domu rozstawiłam drobne dekorację świąteczne. Gdy całość była pięknie ubrana ktoś zadzwonił dzwonkiem. Otworzyłam, a moim oczom ukazał się Paweł w stroju mikołaja z wielkim prezentem w ręku. 
-Wesołych świąt panno Nowak - powiedział i pocałował mnie w policzek
-Wzajemnie Zati, wchodź.
Gdy usiedliśmy w salonie libero zaczął otwierać wielką paczkę
-Mikołaj coś dla ciebie ma - powiedział z szerokim uśmiechem 
-Ja też coś dla ciebie mam - powiedziałam i wręczyłam mu prezent
-Martuś dziękuję ci bardzo jesteś najlepsza! A teraz proszę o to twój prezencik. - powiedział Paweł i wręczył mi pudełko
Dostałam piękny naszyjnik z bransoletkąperfumykapcieksiążkę oraz bluzę
-Dziękuję Paweł prezenty są wspaniałe, a szczególnie ta bluza - uśmiechnęłam się i pocałowałam siatkarza w policzek. - To co oglądamy jakiś film?
-Za niedługo trening mam więc nie zdążę. Po świętach na pewno wpadnę.
-Czyli święta będę musiała spędzić sama.
-Ej mała - powiedział i podszedł do mnie - jeśli chcesz to mogę cię zabrać ze sobą do rodziców co?
-Nie, nie chcę. To są rodzinne święta i  nie chcę wam przeszkadzać.
-Ale nie będziesz.
-Dziękuję Paweł ale nie mam książkę więc na pewno przeczytam - powiedziałam z uśmiechem
-Oj ty samotniku mały- odrzekł chłopak i przytulił mnie - ja już lecę na trening to wesołych świąt księżniczko 
-Tobie też Pawełku wesołych.
Gdy siatkarzy wyszedł położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć. Czekają mnie teraz 3 ciężkie dni w samotności. Bardzo bym chciała spędzić święta z rodziną, ale chyba jej nie mam. Gdyby chociaż Andrzej tu był. Dlaczego ja powiedziałam mu, że go nie kocham. Przecież ta tęsknota zżera mnie od środka. Ja bez Andrzeja powoli umieram.! On pewnie układa sobie teraz życie na nowo i pewnie za mną nawet nie tęskni, no bo kto by tęsknił przez osobę która tak bardzo rani? 

wtorek, 22 grudnia 2015

Rozdział 28

Perspektywa Andrzeja:
Znajdując się przy moim mieszkaniu, otworzyłem drzwi i zacząłem całować Edytę. Nasze pocałunki z każdą chwilą stawały się coraz bardziej zachłanne. Nie czekając dłużej powoli zacząłem rozpinać suwak sukienki, na co dziewczyna nie pozostała mi dłużna i ściągnęła ze mnie bluzkę. Zwinnym ruchem rzuciłem sukienkę w kąt pokoju i zrzuciłem ze siebie spodnie. Edyta na prawdę wyglądała w samej bieliźnie bardzo seksownie. Popchnąłem ja na łóżko i zacząłem całować. Nasze języki toczyły wojnę, a w tym czasie zdjąłem z dziewczyny bieliznę. Ona natychmiast zrobiła to samo z moimi bokserkami. Zacząłem delikatnie całować jej piersi i słyszałem jej jęki. Szybkich ruchem wszedłem w dziewczynę, która wygięła ciało w łuk. Moje ruchy były coraz szybsze, a jęki i wzdychania roznosiły się po pokoju. Gdy nasza przyjemność osiągnęła szczyt, opadliśmy na łóżko
-Oj Wrona, jesteś cudowny. 
-Heh, tobie też niczego nie brakuję.
-Nie rozumiem dlaczego ta cała Marta cięrzuciła. - Gdy usłyszałem to zdanie od razu powróciły wszystkie wspomnienia i uczucia.
-Sory Edytko, ale ja już idę spać- powiedziałem i odwróciłem się do okna
-Przepraszam cię Andrzej ale mam rację. Przecież jesteś dobry w łóżku i ta idiotka jest chyba nienormalna. Dobranoc.
Nic już nie odpowiedziałem a w mojej głowie zaczęły się tworzyć myśli "Marta nie jest idiotką! Jest moją drugą połówką serca, ale chyba muszę nauczyć się żyć bez niej, chociaż to pewnie będzie niemożliwe" Popatrzyłem w okno, a  moich oczach pojawiły się łzy. 

Perspektywa Marty:
Byłam w centrum Warszawy już prawie 2,5h. Kupiłam parę butów, szalik, rękawiczki, parę ozdób świątecznych oraz żywą piękną choinkę. Po spakowaniu wszystkiego do samochodu, ruszyłam w stronę kawiarni. Znajdując się w środku zamówiłam kawę oraz ciastko. W pewnym momencie zauważyłam znajomą sylwetkę, jak się okazało była to Ola. Ona również mnie zauważyła i od razu do mnie podeszła.
-Cześć Martuś - powiedziała i przytuliła mnie 
-Hej Ola. - powiedziałam biorąc łyk kawy
-A więc tutaj uciekłaś. 
-Jak widać - westchnęłam - Ola, proszę cię nie mów nikomu.
-Obiecuję.
-A tak w ogóle to co robisz w stolicy? Powinnaś być teraz z Karolem w Bełchatowie, przecież za tydzień święta
-Na razie zostanę tutaj, pokłóciłam się z Karolem.
-Jak to? O co?
-O to, że na ciebie tak najechał bezpodstawnie. Dałam mu 3 dni na wyznanie prawdy Andrzejowi.
-Ola, nie ma sensu...
-On cały czas o tobie myśli zrozum ja nie mogę tego tak zostawić, w końcu to przez mojego chłopaka oboje jesteście nieszczęśliwi.
-Mi też nie jest łatwo, ja wciąż go kocham, ale Karol ma rację. 
-Nie, nie ma! I Przestań już się tak obwiniać! Lepiej mów jak tam przygotowania do świąt? A gdzie ty w ogóle mieszkasz?
-Paweł pozwolił mi mieszkać u niego w domu bo on i tak mieszka w Bełchatowie. A dzisiaj właśnie byłam na zakupach świątecznych.
-Marta? Wyjeżdżasz do rodziców na święta?
-Oszalałaś? Po tym wszystkim? Nie ma mowy! Ustroję sobie pięknie dom, wypożyczę ciekawą książkę i tak spędzę tegoroczne święta.
-A może...
-Nie Ola, ja teraz właśnie potrzebuję samotności.

Perspektywa Oli:
-Nie Ola, ja teraz właśnie potrzebuję samotności.- powiedziała Marta a ja pomyślałam " Nie samotności lecz Andrzeja,ja już wam pomogę"
-Jak tam chcesz, ja już muszę lecieć bo muszę załatwić ważną sprawę. Pa kochana.
Pożegnałam się z przyjaciółką i szybkim krokiem udałam się do samochodu. Gdy wsiadłam od razu wybrałam numer do Karola
-Ola ja...
-Karol, masz teraz szansę zrehabilitować się. Jedź teraz do Wrony i powiedz mu całą prawdę, tylko proszę cię zrób to. Jutro zadzwonię.
-Dobra, a stało się coś?
-Jedź. - powiedziałam i rozłączyłam się

Perspektywa Karola:
Po telefonie od Oli od razu się ubrałem i mimo późnej godziny ruszyłem w stronę domu Andrzeja. Strasznie byłem zdenerwowany, cholernie się bałem jego reakcji. Znajdując się pod odpowiednim blokiem wszedłem po schodach i zapukałem w drzwi nr.8. Po paru minutach czekania drzwi się otworzyły, a moim oczom ukazała się dziewczyna:
-Tak? Co chcesz tak późno?
-Nie jesteśmy na ty po pierwsze, a po drugie to ja do Andrzeja. - powiedziałem wchodząc do mieszkania
-Mało mnie to obchodzi frajerze, wynoś się stąd!
Chciałem coś powiedzieć lecz w tym momencie do przedpokoju wszedł Wrona
-O kochanie, ten miły pan właśnie do ciebie - powiedziała i wbiła się w usta środkowego.
-Idź spać dalej kochanie.- tak jak kazał dziewczyny po chwili już nie było
-Co się do mnie sprowadza tak późną porą?
-Co ta baba to robi?
-Nie baba, tylko dziewczyna, moja dziewczyna.
-Przecież ona jest wredna i nienormalna, chyba nie słyszałeś jak mnie powitała milutko. - powiedziałem sarkastycznie
-O co ci kurwa chodzi? Marta mnie nie kocha, a nie mam zamiaru być całe życie sam!
-Ona cię kocha!
-Karol, stary przecież jasno mi wszystko powiedziała.
-To wszystko moja wina, to ja na nią nawrzeszczałem, obwiniałem ją, kazałem jej się wynosić. Wtedy na tym szpitalnym korytarzu wszystkie moje emocje sięgnęły zenitu i ja strasznie wybuchłem, zaczął krzyczeć, mówiłem że ty przez nią cierpisz i... i prawie ją uderzyłem. Nie chciałem tego wszystkiego...
-Czekaj czekaj. Karol czy ty tak na serio mówisz to wszystko?
-Tak, już teraz wiem że nie powinienem się wtrącać. Przepraszam. Bardzo mi przykro. - gdy to powiedziałem poczułem uderzenie w twarz.
-Wypieprzaj i to już!! Nienawidzę cię!!! Nigdy ci nie wybaczę!!
-Endrju przepraszam.
-Wynoś się bo nie ręczę za siebie!
Wyszedłem z mieszkania Andrzeja i z chusteczką przy nosie ruszyłem do samochodu.

Perspektywa Andrzeja:
Gdy Karol wyszedł, usiadłem oparty o ścianę i po prostu zacząłem płakać. Jak on mógł coś takiego zrobić? Takie z niego przyjaciel jak widać. W pewnym momencie ktoś obok mnie usiadł.
-Co się stało kochanie?
-To jego wina rozumiesz? To wszystko przez niego.
-Ale co?
-To przez niego Marta mnie zostawiła. Straciłem przyjaciela na zawsze... ale może chociaż ją uda mi się odzyskać.
-Andrzej posłuchaj mnie, ja jestem kobietą i jeśli my mówimy, że kogoś nie kochamy to go na  prawdę nie kochamy. Uwierz mi. Straciłeś przyjaciela, straciłeś Martę bezpowrotnie. Pamiętaj od teraz ja zawszę będę przy tobie bo cię kocham.
-Jak ja go nienawidzę... 
Powiedziałem i spojrzałem na Edytę, delikatnie ją pocałowałem. Dziewczyna przytuliła mnie bardzo mocno. Właśnie tego teraz potrzebuję, ale najchętniej bym stąd uciekł jak najdalej od tej chorej rzeczywistości 

piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział 27

Tydzień później

Perspektywa Marty:
Przeprowadziłam się do mieszkania Pawła w Warszawie. Jego dom jest na prawdę wspaniały.Znajduje się tutaj: kuchniasalon, sypialniagarderobaprzedpokójłazienka oraz balkon. Przed domem znajdowała się piękna altana oraz cudowny ogród. Swoją drogą Zati ma całkiem dobre wyczucie stylu. Nadal nie wierze w to, że będę w tym pałacu mieszkała. Cieszę się, że mam takiego wspaniałego przyjaciela. Przez ten tydzień za wiele się nie zmieniło, dostałam pracę w jednej z firm i zaczynam od następnego poniedziałku. Dzisiaj sobota, a za niedługo święta więc muszę wybrać się na małe zakupy. Ubrałam się, zrobiłam lekki makijaż, wsiadłam w samochód i ruszyłam Warszawską ulicą przed siebie.

Perspektywa Karola:
Wstałem jak zawsze rano o 8, ubrałem się i zszedłem do kuchni na śniadanie. Ola siedziała przy stole i kroiła warzywa.
-Dzień dobry księżniczko- powiedziałem całując dziewczynę w czubek głowy
-Nie mogę tak dłużej - powiedziała i spojrzała na mnie
-Ale jak? O co chodzi?
-Nie mogę dalej patrzeć na tą chorą sytuacje Andrzeja. On cierpi.
-Nie prawda, przecież normalnie chodzi na treningi i nareszcie wziął się w garść. Teraz jest normalnie, mówiłem, że gdy Marta odejdzie wszystko się zmieni.
-Karol kurcze, nie o to chodzi. On trenuje tylko dlatego, żeby nie myśleć o niej. Pamiętasz jak u niego przedwczoraj byliśmy? Gdy ty parkowałeś samochód, a ja weszłam do mieszkania Wronki to on miał włączoną smutną muzykę i oglądał zdjęcia swoje z Martą.
-To nic nie znaczy, ja widzę że to wszystko na dobre wyszło.
-Nie Karol, mam dość tego! Jestem kobietą i widzę jak on cierpi! Masz teraz do niego zadzwonić i wszystko mu wyjaśnić, a on ma zadzwonić do Marty i ją tutaj sprowadzić! 
-Nie zrobię tego.
-Ale ja zrobię.
-Olu - powiedziałem łapiąc ją za ręce.- nie mieszajmy się do tego
-A co do tej pory robiłeś?! Jak ty byś się czuł na miejscu Andrzeja?
-Olka przestań!
-To ty przestań wpieprzać się z butami w czyjeś życie!!
-Ja tylko chce jak najlepiej. Nie widzisz tego?
-Jakoś nie bardzo. Mam cię już dosyć, wspierałam cię jak mogłam, już raz im wszystko zepsułeś. Teraz ci na to nie pozwolę. Wyprowadzam się.
-Co? Nie możesz?
-Mogę! Wyjeżdżam do Warszawy, a ty przemyśl to wszystko. Masz 3 dni na powiedzenie wszystkiego Andrzejowi, po upływie czasu przyjeżdżam tutaj i to ja mu wszystko powiem.- powiedziała wkurzona Ola i poszła do sypialni.
Siedziałem w kuchni i myślałem nad tym wszystkim , może rzeczywiście źle postąpiłem. Po chwili zobaczyłem ubierającą się Olę z walizką przy boku.
-3 dni Karol.
Powiedziała i znikła za drzwiami. Postanowiłem dzisiaj odpuścić sobie trening więc napisałem SMSa do trenera, że źle się czuję. Położyłem się na kanapie i zacząłem zastanawiać się co dalej robić.

Perspektywa Andrzeja:
Minął już tydzień. Za wiele się nie działo, no może poza tym, że codziennie chodzę na rehabilitację i bardzo możliwe, że niedługo moja ręka będzie w pełni sprawna. Bardzo tęsknie za Martą, za jej uśmiechem, błękitnymi oczami i jej ciepłymi pocałunkami. Czy dzwoniłem? No oczywiście, że tak, chyba ze 100 razy lecz nie odbierała. Byłem u niej w mieszkaniu i dowiedziałem się, że się przeprowadziła. Czyli jednak Karol miał rację. Rozmawiałem nawet z Pawłem, ale on też nic nie wie. Po 4 dniach załamania i poszukiwań, zrezygnowałem. Skoro mnie nie kocha to trudno muszę się z tym pogodzić. Ostatnio zaprzyjaźniłem się z Edytą, tą pielęgniarką. Dowiedziałem się, że ją też chłopak porzucił bez słowa wyjaśnienia. Bardzo ją polubiłem przy niej chociaż na chwilę zapominam o Marcie. 
Po skończonej rehabilitacji, pojechałem do szpitala po Edytę, gdyż umówiłem się z nią dzisiaj na wspólny wypad do klubu. Gdy znalazłem się w środku od razu ją dostrzegłem.
-Hej, i jak możemy już jechać?
-Tak idę się przebrać, ale wiesz, że będziesz mnie musiał podwieźć do domu, żebym założyła sukienkę? 
-Domyślam się - powiedziałem 
Gdy dziewczyna pobiegła do pokoju przebrać się ktoś podszedł do mnie. Tym kimś był Paweł.
-O siema Zator.
-Co ty się przyjaźnisz z tą pielęgniarką?
-No tak, idziemy zaraz razem do klubu.
-Stary, a Marta?
-Przecież mnie nie kocha, jest sobota nie mam zamiaru siedzieć w domu.
-Nie rób tego Andrzej, odpuść sobie tą Edytę.
-A ty co? Dobry duszek? Teraz się o mnie troszczysz? Jestem wolny i jeśli będę chciał to przelecę tą pielęgniareczkę bo ona ewidentnie na mnie leci.
-Jesteś popieprzony Wrona.
Nie odpowiedziałem, gdyż obok mnie pojawiła się Edyta.
-To idziemy - uśmiechnąłem się - Na razie Paweł
Po paru minutach jazdy, byliśmy pod domem pielęgniarki.
-Chodź, nie będziesz przecież w aucie siedział.
Mieszkanie dziewczyny było całkiem ładne. Usiadłem na kanapie i zacząłem oglądać gazetę. Po ok. 30 min. z pokoju wyszła Edyta, wyglądała bardzo seksownie.
-Łoł, wyglądasz nieziemsko
-Dziękuję - uśmiechnęła się zalotnie.
Do klubu dotarliśmy ok. 21. Zamówiliśmy po drinku, a później zaczęliśmy tańczyć. Po kolejnym kieliszku wódki, Edyta zaciągnęła mnie na  parkiet i zaczęła tańczyć przy mnie coraz odważniej, w pewnym momencie po prostu mnie pocałowała, nasze języki zaczęły toczyć walkę, a ja przerwałem:
-Chodź do mnie- powiedziałem jej na ucho i pociągnęłam za sobą do taksówki.


sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 26

Perspektywa Marty:
Wybiegłam z płaczem ze szpitala. Bardzo mnie zabolało to co Karol mi powiedział. Przecież to wszystko moja wina, gdybym nie wróciła do życia Andrzeja to on teraz normalnie by grał i funkcjonował. Nie chciałam wracać do pustego domu, więc skierowałam się pod adres Pawła. Po kilkunastu minutach byłam już na miejscu. Wiedziałam, że on jedyny mnie wysłucha i coś doradzi. Stanęłam przed drzwiami jego domu i zadzwoniłam do drzwi. 
-Cześć. Nie przeszkadzam?
-Cześć, jasne że nie. Wchodź.
Gdy weszłam do środka, ściągnęłam kurtkę i spojrzałam na Zatiego.
-Marta, dlaczego płakałaś stało się coś? - spytał z troską w głosie
-Nie płakałam...
-Nie kłam, przecież widzę. Mi możesz o wszystkim powiedzieć.
-Ja nie wiem, czuje się taka bezsilna - powiedziałam i wybuchnęłam płaczem, a Paweł od razu mnie przytulił.
-Chodź do salonu, wszystko mi opowiesz.
Upijając łyk kawy, którą siatkarz mi zrobił, powiedziałam mu dlaczego Andrzej jest w szpitalu oraz o tym co Karol mi wykrzyczał.
-Marta, ja nie chcę usprawiedliwiać Karola, ale on był w szoku. Na pewno tak nie myśli.
-Uwierz mi, że on tak myśli. Ostatnio też tak było, a poza tym to ma on rację. Gdybym się nie pojawiła po raz kolejny w życiu Andrzeja jemu by się nic nie stało i dalej żył by normalnie.
-Nie mów tak to nie twoja wina. Obiecuję, że pogadam z Kłosem.
-Nie, proszę cię Paweł. Karol nawet nie może się dowiedzieć, że ja u ciebie byłam. Rozumiesz?
-No dobrze, jak chcesz. A co dalej zrobisz?
-Chyba będę musiała zniknąć.
-Co kurwa?? Nie waż się tego robić! - Paweł wstał i wkurzony odwrócił się w stronę okna.
-Paweł, ja muszę. Ja nie mogę dalej krzywdzić Andrzeja, a przy okazji Karola...
-Ty wiesz jak Andrzej cie kocha? On się załamie.
-A co myślisz, że ja go nie kocham?! - podniosłam ton głosu i spojrzałam na libero
-Marta, pomyśl sama ile ty mu krzywdy wyrządzisz zostawiając go.
-Muszę to zrobić. Tak będzie lepiej. Lepiej dla niego. 
-To tylko twoja opinia. Posłuchaj mnie... idź z nim pogadać o tym jak Karol postąpił i powiedz mu wszystko co leży na serduchu.
-Nie Paweł. Pójdę dzisiaj do niego, ale tylko po to, żeby się z nim rozstać.
-To nie jest dobre wyjście.
-Jest, a przynajmniej dla niego. O mnie się nie martw, znajdę mieszkanie w Warszawie i dam jakoś radę.
-Ja mam mieszkanie w stolicy. Spokojnie możesz tam mieszkać. Wiesz, że zawszę ci pomogę, ale i tak nie popieram tej decyzji.
-Napisz mi adres i daj klucze, proszę.
Tak jak chciałam, Zati podał mi adres mieszkania i wręczył klucze.
-Uważaj tam na siebie Marta.- powiedział czułym głosem
-Dziękuję, wspaniały jesteś, a i proszę Cię nie mów nikomu gdzie jestem i w ogóle nie mów o tym spotkaniu okej?
-Okej - powiedział i delikatnie mnie pocałował w czoło.
Wyszłam z domu siatkarza i spokojnie szłam w stronę szpitala.

Perspektywa Andrzeja:
-Czemu jej nie zatrzymałeś do cholery??!!!
-Andrzej, nie mogłem nic zrobić.
-Albo nie chciałeś co? Już raz kłamałeś i co może mam ci teraz wierzyć bezgranicznie?!
-Stary... uspokój się...
-Ty jesteś szczęśliwy, masz Olkę  która zawsze cię wspiera, pomaga. A ja to co? Nie zasłużyłem na taką osobę? Nawet nie wiesz jak ja ją cholernie kocham, tak ja ty Olę, albo nawet i bardziej.
-Wiem, ja rozumiem.
-Nic nie rozumiesz!! Wyjdź. Powiedziałem wyjdź!!!
Gdy Karol wyszedł położyłem się i starałem się trochę opanować. Może ona się wystraszyła albo... sam nie wiem. Wiem tylko jedno, na 200% mnie kocha. Z tą myślą zasnąłem. Obudziła mnie pielęgniarka.
-Panie Andrzeju, ma pan gościa. Może wejść?
-Jeśli to Karol to nie.
-Nie to nie pana przyjaciel, tylko jakaś kobieta.
-Nie wiem już sam czy to jest mój przyjaciel. Dobrze niech wejdzie.
Stanąłem przy oknie z cichą nadzieją w sercu, że do sali wejdzie Marta. Moje serce nie zawiodło, bo po paru sekundach ujrzałem ją.
-Marta... wiedziałem, że przyjdziesz - powiedziałem z radością i podszedłem do niej, żeby ją przytulić lecz ona momentalnie się cofnęła.
-Andrzej musimy porozmawiać. 
-Coś się stało?
-Nie możemy być razem.
Po tych słowach nogi się pode mną ugięły.
-Ale, ale jak to? Dlaczego?
Widziałem, że się nad czymś waha, zastanawia.
-Ja cię nie kocham. - powiedziała cicho ze spuszczoną głową, a moje serce rozwaliło się na milion kawałków.
-Co? Nie kłam, przecież tyle razy powtarzałaś, że mnie kochasz, że jestem dla ciebie wszystkim... przez cały ten czas kłamałaś?
-Przykro mi Andrzej...
-Powiedz mi to prosto w oczy, powiedz mi to, że mnie kochasz!! - podszedłem do niej bliżej, ale nie spojrzała na mnie tylko się odwróciła i podeszła do drzwi. Nacisnęła klamkę i spojrzała na mnie unikając mojego wzroku, powiedziała:
-Żegnaj Andrzej. - a ja zauważyłem jak jedna łza za drugą płynie jej po policzku.
Nie mogłem uwierzyć, że to wszystko było kłamstwem. Moje starania, nasze plany, wszystko odeszło, razem z Martą. Siedziałem na łóżku patrząc przez okno na jasny księżyc i zastanawiałem się dlaczego tak jest? Dlaczego nie mogę, mieć normalnego życia, szczęśliwej rodziny, tak bardzo tego pragnę. Moje rozmyślanie przerwał dźwięk zamykający się drzwi, odwróciłem się i zobaczyłem wchodzącą pielęgniarkę.
-Dzień dobry Panie Andrzeju, przyniosłam leki - powiedziała i podała mi 2 tabletki - stało się proszę Pana?
-Andrzej jestem - powiedziałem i sztucznie się uśmiechnąłem
-Edyta, no to dlaczego pan.. znaczy dlaczego siedzisz taki przybity?
-Wiesz jak to jest kiedy wali ci się cały świat? Kiedy nie masz już siły, nie wiesz co robić dalej ze swoim marnym życiem? - powiedziałem patrząc w okno
-Wiem- spojrzałem na dziewczynę, która zrobiła się smutna.
-Przepraszam nie wiedziałem
-Nic się nie stało, ja już pójdę pacjenci czekają.
-Okej, a wiesz może czy można się na własne życzenie wypisać?
-Tak można, ale powinieneś jeszcze parę dni zostać.
-Nie chcę, na prawdę.
-To w takim razie idź jutro do ordynatora i się wypisz. - powiedziała Edyta i wyszła z sali
Bardzo fajna z niej dziewczyna na oko widać, że wiele przeszła. Ja nie mogę dłużej w tym szpitalu przebywać. Od jutra zaczynam całkiem nowy rozdział w moim życiu zatytułowany "Kariera".

piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział 25

Perspektywa Marty:
Siedziałam przed salą operacyjną już 3 godzinę, a razem ze mną Ola, bo Karol grał w meczu. Andrzej musiał od razu mieć zoperowaną rękę i poskładane żebra. Bardzo się o niego bałam, pielęgniarka powiedziała mi, że jest bardzo słaby ale mimo wstrząśnięcia mózgu musi zostać przeprowadzona operacja ręki, gdyż bez niej siatkarz nie będzie już miał szans na powrót do gry.
-Marta, masz przyniosłam ci kawę - powiedziała Ola i wręczyła mi kubek z gorącym napojem
-Dziękuję - powiedziałam cicho - kiedy ta operacja się kurwa skończy?! 
-Spokojnie, przecież wiesz że wszystko będzie dobrze.
-A jeśli nie będzie, ta pielęgniarka mówiła, że jest bardzo słaby. A jeśli on...
-Nie i nawet nie waż się tak mówić i myśleć - przerwała mi przyjaciółka.
W sumie miała rację, Andrzej jest silny i da radę, teraz tylko trzeba czekać na jakieś wieści. Bo kolejnej godzinie siedzenia na korytarzu drzwi sali operacyjnej się otworzyły. Wstałam momentalnie z krzesła i podbiegałam do wychodzącego lekarza:
-I jak panie doktorze?
-Były pewne komplikacje i ...
-Co proszę? - przerwałam mu ze łzami w oczach
-Spokojnie wszystko już jest dobrze, ręka pana Wrony jest już włożona w ortezę, a żebra zostały poskładane, także wszystko będzie dobrze - lekarz uśmiechnął się do mnie
-Mogę do niego wejść?
-Tak oczywiście, pani chłopak leży na sali nr. 6. Wybudził się już, ale proszę go za bardzo nie przemęczać. - powiedział i poszedł
-Olka lecę do 6. - powiedziałam i ruszyłam w stronę sali.
Gdy się tam już znalazłam, przy oknie zobaczyłam łóżko na którym leżał środkowy. Podeszłam niepewnie i po cichu usiadłam obok na krzesełku. Andrzej odwrócił się i spojrzał na mnie.
-Nie mogę cię stracić....- powiedział cichym głosem
-Co ty opowiadasz? Nie stracisz mnie, kocham cię najmocniej na świecie, nawet nie wiesz jak ja się o ciebie cholernie bałam. Myśl, że mogłam cię stracić była okropna. I w dodatku to wszystko moja wina, gdybym wtedy nie zaciągnęła cię na to spotkanie...- powiedziałam i łzy same zaczęły cisnąć mi się do oczu.
-Marta, nawet tak nie mów, to nie twoja wina. To jest niczyja wina rozumiesz? Nie płacz już kochanie.
-Dobrze, postaram się. A ty jak się czujesz? - powiedziałam z  czułością w głosie
-Gdy siedzisz obok mnie jest zdecydowanie lepiej - powiedział siatkarz z wielkim uśmiechem- ale mam serdecznie dosyć tych szpitali.
-Domyślam się kochanie - powiedziałam i złożyłam delikatny pocałunek na policzku chłopaka
-Kocham cię wiesz?
-Wiem, wiem a teraz posuwaj się wielkoludzie - powiedziałam i położyłam się obok Andrzeja i zaczęliśmy się śmiać
-Uwielbiam cię ty moja wariatko!

Perspektywa Karola:
Tuż po wygranym meczu skierowałem się do szatni i zobaczyłem że dostałem wiadomość:
Od Oleńka <333
Karol, wiem że teraz grasz, ale muszę o tym zawiadomić. Andrzej jest w szpitalu, jego stan jest ciężki, ma teraz operacje. Prawdopodobnie ma połamane żebra i rękę oraz wstrząśnięcie mózgu. Szpital na Biskupińskiej.
Gdy to przeczytałem zmroziło mnie a nogi same mi się ugięły. Usiadłem powoli i patrzyłem w ścianę, nagle z transu wyrwał mnie Michał:
-Ziemia do Karola!
-C..co? - powiedziałem cichym głosem 
-Stary coś się stało?
Nic nie odpowiedziałem tylko podałem telefon z wiadomością przyjacielowi.
-O kurwa! - powiedział Winiarski i spojrzał się na mnie - No na co czekasz? Chodź zawiozę cię tam.
-Ookej - powiedziałem niepewnie i ruszyliśmy do samochodu 
Po około 30min byliśmy już na miejscu.
-Karol, jak coś się będzie działo to dzwoń, ja nie mogę wejść bo muszę odebrać małego z przedszkola.
-Jasne, spoko- pożegnałem się z Michałem i pobiegłem do budynku
Od pielęgniarki dowiedziałem się gdzie znajduje się sala Wrony. -
Po kilku chwilach na korytarzu zauważyłem siedzącą Olę.
-Kochanie jestem! - krzyknąłem do dziewczyny która od razu mnie przytuliła
-I co z Andrzejem? - spytałem
-Już jest po operacji, i chyba wyjdzie z tego, Marta jest teraz u niego.
-Okej, a jak w ogóle do tego wszystkiego doszło?
-Ehh długa historia...
Ola opowiedziała mi całe zdarzenie a ja byłem wkurwiony a zarazem wstrząśnięty 
-Ja pierdole, wiedziałem kurwa wiedziałem
-Karol uspokój się!
-Jak ja mam się kurwa uspokoić? Co? To wszystko przez Martę!
-Nie prawda kochanie... to była niczyja wina zrozum.
-Olka przestań jej bronić! To ona po niego zadzwoniła do jasnej cholery.
-Ale...
-Nie ma żadnego ale, gdyby była inna wezwała by policje, ale nie kurwa wolała bronić swojego jebanego tatuśka!!
-Karol przestań!!
-Przez nią Andrzej tylko cierpi, odkąd znowu z nią jest cały czas ląduje w szpitalach, ciągle mu sie coś przytrafia. 
-Ale odkąd z nią jest, jest weselszy, radośniejszy, nie poddaje się, a w jego oczach widać radość.
-Olka, ja to wiem, ale dla będzie dla niego lepiej jeśli Marta raz na zawsze zniknie z jego życia.
Ola już miała coś powiedzieć, gdy z sali nr.6 wyszła wesoła i radosna Marta.
-O Karol, Andrzej chciał ci pogratulować meczu - powiedziała wesoło
-To przez ciebie!
-Karol!! - wtrąciła Ola
-Kochanie nie wtrącaj się, a ty - powiedziałem podchodząc do Marty - wynoś się z życia Andrzeja raz na zawsze! Rozumiesz? Nie zasługujesz na niego, za wiele przez ciebie cierpi, czy ty tego nie widzisz? I radzę ci, więcej się tutaj nie pokazywać!
-Bardzo mi przykro... zniknę tylko dopilnuj, żeby Andrzej nie był samotny - powiedziała Marta z łzami w oczach i wybiegła ze szpitala
-Karol jak mogłeś?- spytała się Ola
-Kochanie - przytuliłem dziewczynę - to wszystko dla dobra Andrzeja, zobaczysz jeszcze wszyscy mi będą dziękować.
Nagle z sali wyszedł Andrzej i uśmiechnął się do nas szeroko
-Cześć i czołem kumplu - przywitał się ze mną - widzieliście może Martę, zostawiła na krzesełku apaszkę.
-Ona...ona wyszła - odpowiedziałem szybko
-A to okej jutro jej oddam.
-Raczej jej nie oddasz bo ona nie przyjdzie - powiedziała z żaelm w głosie Ola.
-J...jak to?
-Powiedziała, że wyjeżdża- powiedziałem wyprzedzając Olkę
-Co? Gdzie? Nie możliwe...przecież obiecała mi, że nie zostawi mnie nigdy...nie wierze...- powiedział i wszedł do sali trzaskając drzwiami. Gdy za nim wszedłem, Andrzej rozwalał co popadnie, aż w końcu usiadł na łóżku.
-Przecież wiedziała, że ją kocham...- powiedział cicho