czwartek, 24 marca 2016

Rozdział 38

Perspektywa Marty:
-Co? - spytał zszokowany Michał
-Nic nic - powiedziałam po cichu i ruszyłam w stronę swojego mieszkania
-Poczekaj Marta - podbiegł do mnie Winiar - w tej chwili powiesz mi o co chodzi 
-Bo ja...ja mam kłopoty i to cholernie wielkie. Potrzebne mi są te pieniądze, błagam Cię pomóż mi - powiedziałam ze łzami w oczach
-Okej, ale tylko wtedy kiedy mi wszystko opowiesz.
-Michał ale proszę cię nie mów nic Andrzejowi, Karolowi czy nikomu innemu.Masz to zachować dla siebie.
-Dobrze, a teraz mów wszystko
Opowiedziałam całą historię z moim ojcem i szantażem i propozycją tego bandziora i o wczorajszym wieczorze i o pieniądzach. Gdy skończyłam spojrzałam na siatkarza, który miał nieciekawą minę.
-To jak pomożesz mi?
-Oczywiście, że tak Marta. Jutro rano ci przywiozę kasę, ale powiedz mi dlaczego nie zgłosiłaś tego na policję?
-Bałam się rozumiesz? Nie o siebie ale o Andrzeja, ja nie mogłam pozwolić, żeby jemu się coś stało.
-Gdy Wrona się dowie...
-Nie dowie się!Nigdy! Obiecaj mi to!! - powiedziałam przez łzy.
-Obiecuję, a teraz zmykaj do domu bo zaczyna padać. Jutro o 9 będę.
-Dziękuję Ci Michał. - powiedziałam i wtuliłam się w Winiarskiego 

Perspektywa Oli:
Była już godzina 18:45, a ja przez cały dzień nie mogłam się dodzwonić do Marty. Cały czas nie daje mi spokoju ta cała historia z tym facetem, czy ona na prawdę zdradziła Andrzeja? On by tego nie przeżył. Nie zastanawiając się dłużej ubrałam kurtkę wzięłam kluczyki i ruszyłam do mieszkania Marty. Po 20 min byłam na miejscu. Zadzwoniłam do drzwi i po kilku sekundach moim oczom ukazała się Marta:
-Ola? Co ty tu robisz?
-A tak wpadłam spytać jak tam u rodziców i w ogóle.
-Wchodź. Napijesz się czegoś?
-Nie dzięki, a mogłabyś usiąść?
-No dobraa
-Musimy poważnie porozmawiać. Wiem już wszystko.
-Ale co? - spytała lekko zdenerwowana Marta
-Widziałam cię dzisiaj w Łodzi z tym facetem. Kim on był?
-Śledziłaś mnie?
-Oczywiście, że nie. Przez przypadek tam tędy przechodziłam. To co odpowiesz na moje pytanie?
-Pytał się mnie o drogę.
-Taa i dlatego szliście złapani za ręce?
-Jejku Ola to dawny kolega.
-Jakoś ci nie wierzę...
-Co to w ogóle za śledztwo?!
-Bo Andrzej to mój przyjaciel i nie pozwolę, żebyś go zraniła! 
-Ty myślisz, że ja go zdradzam?! To na prawdę był dawny kolega i spotkaliśmy się przypadkiem to mnie zaprosił na kawę. Nawet nie mam jego numeru.
-Marta..
-Mówię ci, że to było jednorazowe spotkanie, kocham tylko i wyłącznie Andrzeja. A teraz przepraszam Cię ale strasznie głowa mnie boli.
-Przepraszam Marta, ja tylko chciałam mieć pewność, to idę pa.

Perspektywa Marty:
Rano wstałam wcześnie, ubrałam się i czekałam na Michała, który po paręnastu minutach przyszedł
-Hej tutaj masz calutkie 50 tysięcy. 
-Dziękuję ci jeszcze raz. 
-Nie ma sprawy, iść z tobą?
-Nie, załatwię to sama.
-Tylko uważaj na siebie. Lecę pa
-Pa.
Gdy tylko Michał poszedł wysłałam SMSa do Kamila:
-Cześć, możemy się spotkać teraz?
-Hej skarbeczku, ależ oczywiście. Gdzie?
-Czekaj w samochodzie obok siłowni.
-Okey.
Ubrała buty i ruszyłam wolny spacerkiem z głową pełną obaw. Gdy byłam prawie przy budynku siłowni, zauważyłam, że Kamil już czeka. Gdy tylko mnie zobaczył wysiadł z samochodu i pocałował w policzek na powitanie
-Stęskniłem się żabciu.
-Możemy wsiąść do samochodu?
Miałam już mówić o pieniądzach ale Kamil zaczął:
-Cholera Tomek idzie. Całujmy się!
-Co czemu??
-To mój wróg a ja mu powiedziałem, że mam super laskę.
Powiedział i zaczął mnie zachłannie całować.
-Dzięki Marta, a tak w ogóle to dzisiaj nadszedł czas na seks wiesz o tym? Mam na ciebie wielką ochotę... A ty nie możesz protestować.
-Mam 50 tysięcy więc o seksie możesz sobie tylko pomarzyć.
-Co?
-Tak, proszę - podałam mu torbę z pieniędzmi - ja już dług spłaciłam więc trzymaj się ode mnie z daleka obleśna świnio!
-Poczekaj! - powiedział i złapał mnie za rękę - nie chciałabyś ze mną być? Przecież jestem bogaty, przystojny i chyba cię pokochałem.
-Haha śnisz sobie gnojku! Ja kocham tylko Andrzeja, więc dowiedzenia.
-A idź dziwko, znajdę sobie lepszą.
Powiedział i gdy tylko wysiadłam odjechał z piskiem opon. Nareszcie się od niego uwolniłam, teraz już mogę spokojnie żyć. W dobrym humorze ruszyłam do cukierni kupić jakieś słodkości.

Perspektywa Oli:
Wstałam rano całkiem wcześnie. Ubrałam się i zjadłam śniadanie. Po paru minutach oglądania TV postanowiłam udać się na siłownię trochę poćwiczyć. Zabrałam strój oraz butelkę z wodą i ruszyłam. Gdy zaparkowałam przed siłownią i chciałam już wysiąść moją uwagę przykuła znajoma postać. Przyjrzałam się bliżej i zobaczyłam Martę, na początku pomyślałam, że przyszła poćwiczyć, ale gdy tylko zbliżyła się do budynku z jakiegoś samochodu wysiadł ten sam facet z którym Marta była w Łodzi. Pocałował ja policzek, a potem oboje wsiedli do samochodu chłopaka. Ja cały czas ich obserwowałam. W pewnym momencie oboje zaczęli się zachłannie całować, a Marta nawet nie protestowała. Nie mogłam dłużej na to patrzeć. Odpalił samochód i powróciłam do domu. Gdy siedziałam już w salonie od razu zadzwoniłam do Karola. 
-No hej Oleńko.
-Jesteś sam możesz gadać?
-Tak, Andrzej poszedł pobiegać. A co jest?
-Gadałam z Marta wczoraj.
-No jak ona ci to wyjaśniła?
-Że to niby stary kolega i że to było pierwsze i ostatnie spotkanie
-No to wspaniale.
-Ale Karol daj mi dokończyć! Dzisiaj rano przed siłownią widziałam ją dokładnie z tym samym facetem.
-Cholera...
-Oni się całowali i nie jak przyjaciele...
-Kurwa! Czyli ona na prawdę zdradza Andrzeja!
-Niestety ale tak...
-Powiem mu to, nie mogę tego ukrywać.
-Jasne, wiem przecież. A kiedy wracacie?
-Pojutrze koło południa. Dobra kończę bo muszę przemyśleć jak powiedzieć to wszystko Wronce.
-Dobrze, pa kochanie.
-Pa.
Po odłożeniu telefonu, położyłam się i zaczęłam nad tym wszystkim myśleć. Czemu Marta go zdradziła? Przecież tak zapewniała, że go kocha. Oboje tak o siebie walczyli... Nie wierzę, że to wszystko tak się skończy. Andrzej tego nie przeżyje...


sobota, 12 marca 2016

Rozdział 37

Perspektywa Marty:
Wstałam rano bardzo zmęczona całonocnym płakaniem. Udałam się do kuchni i zaparzyłam kawę. Po jej wypiciu i zjedzeniu sałatki, zadzwonił mój telefon:
Ola :*
-Hej Marta, mam pewną propozycję dla ciebie.
-Cześć kochana, no to zamieniam się w słuch.
-Jedziemy dzisiaj do Łodzi na małe zakupy co ty na to?
-Olu, przepraszam cię ale dzisiaj mam 3 dodatkowe wykłady, a wieczorem jadę do rodziców.
-Nie no okej, nic nie szkodzi pojadę sama. To pozdrów swoich rodziców i nie zanudź się na wykładach - powiedziała ze śmiechem Ola
-Postaram się, muszę kończyć pa.
Rozłączyłam się i usiadłam na kanapie. Ciekawe gdzie ten gangster mnie zabierze. Może powinnam wszystko powiedzieć Andrzejowi,a potem zadzwonić na policje? Nie jednak nie mogę, gdyby Wronce się coś stało, ja nigdy bym sobie tego nie darowała. Może na tym spotkaniu nie będzie, aż tak źle? Po chwili mojego rozmyślania ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam je i moim oczom ukazał się "Gruby"
-Cześć piękna - powiedział i pocałował mnie w policzek
-Śmierdzisz gościu...
-Radzę ci się zamknąć. A tutaj są twoje ubrania, które Kamil kazał ci włożyć.
-Kamil?
-Szef, masz być na 15 gotowa, on po ciebie przyjedzie. I pamiętaj cały czas mam cię na oku.
Gdy facet poszedł zamknęłam drzwi, ubrania rzuciłam do pokoju i wybrałam numer Andrzeja:
-Cześć kochanie, stęskniłam się.
-Hej kotek, ja też. I co tam moja królewna będzie dzisiaj robiła?
-A jadę z Olą do Łodzi na małe zakupy.
-Haha wasze małe zakupy, to moje gigantyczne zakupy - zaczął się śmiać siatkarz
-Oj misiek ty głupiejesz w tej Spale. Jak długo jeszcze tam będziesz?
-Ok. 10 dni jeszcze, chyba, że będziemy dzielnie i sprawnie trenować to już za tydzień dostaniemy wolne.
-To cieszę się, a teraz idę się szykować powoli. Pa kochanie
-Pa księżniczko.
Gdy Andrzej się rozłączył dochodziła godzina 14. Postanowiłam wziąć gorący prysznic na rozluźnienie. Po 15 min. czułam się zdecydowanie lepiej. Rozczesałam włosy, zrobiłam makijaż. Następnie poszłam do pokoju ubrać się. Wyciągnęłam z pudełka ubrania naszykowane przez Kamila w środku znajdowała się również karteczka: " Skarbie :* Wszystko ci naszykowałem i te wszystkie rzeczy chce na tobie widzieć, radzę ze mną nie igrać." Odłożyłam kartkę na bok i na początek wyjęłam z pudełka bieliznę, a właściwie tylko stringi bo biustonosza nie było. Ubrałam je i wyciągnęłam sukienkę. Gdy wszystko na siebie założyłam podeszłam do lusterka, wyglądałam dosłownie jak dziwka. No ale co mogłam zrobić? Nic. Po ok.10 min usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam i otworzyłam. Kamil szybko wszedł do środka.
-Gotowa?
-Nie widać?
-Widać skarbie i powiem ci,że jesteś mega seksowna. Mam niezły gust nieprawdaż?
-Mogłeś wybrać coś bardziej zakrytego, całe cycki mi widać.
-O to chodzi - powiedział i złapał mnie za pierś
-Nie pozwalaj sobie Kamil! - powiedziałam i odepchnęłam jego rękę
-Bierz torebkę i chodź! 
Po chwili jechaliśmy już w stronę jak się okazało Łodzi, po 30 min. byliśmy już na miejscu. Kamil złapał moją rękę i powiedział:
-Teraz masz udawać laskę, która mnie kocha i masz być mega seksowna. 
-Dobra.
Po tej krótkiej wymianie zdań lekkim krokiem szliśmy do restauracji. 

Perspektywa Oli:
Chodziłam już po Łodzi 2 godziny. Kupiłam 2 pary spodni, 7 bluzek, 2 pary butów oraz parę kosmetyków. Po zaniesieniu zakupów do samochodu, spacerkiem udałam się do pobliskiej restauracji, która była tuż za zakrętem. W pewnej chwili dostrzegłam znajomą postać, przyjrzałam się bardziej, a moim oczom ukazała się Marta w dodatku w objęciach jakiegoś mężczyzny. Byłam bardzo zaskoczona bo przecież ona miała być na wykładach. Moje rozmyślanie przerwał dzwonek telefonu:
Andrzej.
-Cześć Olu.
-Hej Wronka.
-I jak tam zakupy? Marta nie nakupiła dużo? Jak ona w ogóle sobie radzi?
-Co? Zakupy?
-Noo, razem miałyście  do Łodzi na zakupy jechać, tak mi dzisiaj rano powiedziała.
-Aaa tak tak - skłamałam - w porządku u niej sory nie mogę gadać, jadę teraz samochodem pa.
Po tej rozmowie byłam jeszcze bardziej zszokowana. Czemu Marta wszystkich okłamuję? Nie mogę teraz powiedzieć o tym Andrzejowi. Muszę o tym pogadać z Karolem. Od razu ruszyłam do swojego samochodu i gdy tylko wsiadłam wybrałam numer Karola.
-Karollo możesz gadać? Nie ma z tobą Andrzeja?
-No mogę mogę, i nie ma jestem sam w pokoju.
-Mam mega problem.
-No to mów wszystko!
-Dzisiaj byłam  w Łodzi i Marta ze mną nie mogła jechać bo niby miała dodatkowe wykłady, a Andrzejowi powiedziała, że niby jest ze mną na zakupach.  wiesz co się okazało? Z 10 min. temu widziałam ją w obięciach jakiegoś przystojniaka. Marta zdradza Andrzeja!
-Co kurwa?!?!?!?!? Nie wieże! I co teraz?
-Właśnie nie wiem.
-Ola, nie mogę pozwolić na to, żeby Marta oszukiwała Andrzeja!!
-Ale on się załamie totalnie!
-Jestem jego przyjacielem i muszę mu o tym powiedzieć, dzisiaj wieczorem wszystko mu opowiem okej?
-Nie! Karol wstrzymaj się chociaż 2 dni, jak w tym czasie pogadam z Marta. Dobrze?
-No dobra, ale tylko 2 dni! Ani sekundy dłużej!
-Kocham cię skarbie.
-Ja ciebie też, kończę bo Wrona wraca. Pa
Po skończonej rozmowie, próbowałam sobie całą tą sytuację ułożyć powoli w głowie. Może to był jej kolega z uczelni, albo jakiś stary przyjaciel?

Perspektywa Marty:
Po 3 godzinach siedzenia w restauracji i udawania zakochanej w Kamilu, nareszcie spotkanie dobiegało końca:
-No to panie Kamilu, naszą umowę podpiszemy w następnym tygodniu. Dziękuję za wspaniały wieczór, a i proszę częściej przyprowadzać panią Martę, bo jest na prawdę szałową dziewczyną. Mam nadzieję, że niedługo dostanę zaproszenie na wasz ślub.
-Ależ oczywiście panie Darku, ja z moją myszeczką kochamy się bardzo więc ślub zbliża się wielkimi krokami. - powiedział i złapał mnie za pośladek
-Kamilku nie w miejscach publicznych.
-Pani Marto mi to w ogóle nie przeszkadza. A i pojutrze mamy taką dyskotekę, że wszystkie panie przychodzą w bieliźnie, więc serdecznie zapraszam. 
-Na pewno wpadniemy, moja Martusia wygląda w bieliźnie mega seksownie.
-Nie wątpię. To do zobaczenia.
Pożegnaliśmy się z panem Darkiem i ruszyliśmy w drogę powrotną do Bełchatowa.
-Podaj adres.
-Spoko wysadź mnie tutaj, chcę się przewietrzyć.
-To pojutrze masz być gotowa na imprezę.
-Nie, nie zgadzam się - pojedyncza łza poleciała mi po policzku - na jutro przyniosę ci 50 tys. zł i zostawisz mnie w spokoju.
-Hahah ty w tydzień nie umiałaś załatwić 10 tys. a teraz w jeden wieczór chcesz załatwić 50 tys? No dobra, czekam o 12 w galerii.
Szybko wysiadłam z samochodu, który z piskiem opon odjechał. Usiadłam na ławce a z moich oczu wylał się potok łez. Jak ja załatwię tą kasę? Nie wiem ale na pewno coś wymyślę. Byłam tak załamana, że nie miałam siły wstać i iść do domu. Siedziałam na ławce i ryczałam jak małe dziecko. Nagle ktoś do mnie się dosiadł.
-Marta? - spytał ze zdziwieniem, jak się okazało Winiar
-Mogę się do ciebie przytulić?
-Oczywiście. Co się stało?
-Nic, nie ważne...
-Dobrze cichutko już.
-Michał - podniosłam wzrok na siatkarza - masz może pożyczyć 50 tys. zł?

środa, 2 marca 2016

Rozdział 36

3 dni później 
Perspektywa Marty:
Dzisiaj jest ten dzień w którym mam spotkać się z tymi bandytami. Problem jest taki, że mam tylko 4 tys. Nie wiem co robić... liczyłam na to, że oni zapomnieli ale dziś rano dostałam wiadomość:
Od: Bandyci
Dzisiaj o 16. Już nie możemy się doczekać :*
Jacy oni są obleśni, te ich słówka, minki. Boję się i to cholernie. No ale co pójdę na to spotkanie z tym co mam, w końcu spotykamy się w miejscu publicznym więc nic mi nie zrobią.
Siedziałam przed TV, gdy zadzwonił Wronka
-Hej kochanie, jak tam?
-Hej, a siedzę i nudno bez ciebie. A u ciebie?
-Właśnie wróciłem z treningu, ale za 30 min mamy siłownię.
-To dobrze, kochanie masz być w formie i dostać się do 14.
-Oczywiście, że tak mała.
-Andrzej? Wiesz, że cię kocham?
-Ależ oczywiście, że wiem i ja ciebie też kocham.
-Jesteś największą miłością mojego życia.
-A ty moją. Tęsknie cholernie za tobą.
-Ja też, tak bardzo bym chciała się teraz w ciebie wtulić.
-Obiecuję ci, że jak tylko zgrupowanie się skończy to cię gdzieś zabiorę.
-Nie musisz, ważne jest to, żebyś tylko był. Nic innego się nie liczy.
-Idę wziąć prysznic. Kocham cię Marta. Pa
-Ja ciebie też, pa.
Po rozłączeniu się była 12 więc miałam sporo czasu, dlatego postanowiłam się chwilkę zdrzemnąć.

Perspektywa Andrzeja:
Po tej rozmowie byłem lekko zdezorientowany. Czemu ona tak nagle wyskoczyła z tym, że tak bardzo mnie kocha? A może po prostu tęskni.? Nagle zauważyłem jak Paweł stoi w progu oparty o drzwi i mi się przygląda.
-Co jest Zati? 
-Gadałeś teraz z nią? - powiedział smutno
-z Marta? No taak.
-Do mnie nawet już nie piszę... co ty w sobie masz stary?
-Ale jak? O co chodzi?
-No co jest w tobie takiego, że Marta ciebie wybrała? Dlaczego 3/4 nastolatek jest w tobie zakochane?
-Paweł, ja i Marta to na prawdę prawdziwa miłość, a co do reszty to sam nie wiem. 
-Wiem, że z tak wielką miłością nie wygram... ale ja ją na prawdę kocham. Wiem, że to dziwne, że akurat to tobie mówię...
-Spoko, wiem że byliście blisko zanim ja się znowu pojawiłem, ale ona uważa cię za przyjaciela. Wtedy przed twoim mieszkaniem gdy odjechałeś ona była załamana, ona myśli, że straciła cię, że straciła najlepszego przyjaciela. Musisz po zgrupowaniu się z nią spotkać i odnowić tą przyjaźń.
-Nie wiem czy dam radę.... też bardzo tęsknie za rozmowami z nią. Zawsze ona jedyna wiedziała jak mi doradzić, pomóc... a teraz... strasznie mi brakuje tej przyjaźni. I wiesz co spotkam się z nią i od nowa będziemy przyjaciółmi. Dzięki Endrju za tą rozmowę, to było mi potrzebne.
-Nie ma sprawy, zawszę możesz na mnie liczyć. A teraz chodźmy na tą siłownie bo nas Antiga zabije - powiedziałem ze śmiechem i oboje ruszyliśmy w stronę drzwi. 

Perspektywa Marty:
Obudziłam się o 15. Szybko poszłam do łazienki się ogarnąć, zrobiłam lekki makijaż, przeczesałam włosy i przebrałam się i o godzinie 15:47 wyszłam z domu. Postanowiłam pojechać samochodem Wronki, więc po ok. 5 min byłam na miejscu. Weszłam do restauracji lecz tych gangsterów nigdzie nie było. W całym pomieszczeniu w ogóle nikogo nie było. Bardzo się zdziwiłam, ale usiadłam do stolika i spokojnie czekałam. Wreszcie jakaś kelnerka do mnie podeszła i zamówiłam szklankę soku. Po 10 minutach czekania do restauracji wszedł jeden z gangsterów "gruby". Podszedł bliżej i usiadł na przeciwko mnie
-Cześć księżniczko. Pięknie dzisiaj wyglądasz, ale mogłaś założyć coś seksowniejszego. - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem
-Daruj sobie...
-Ostraa, lubię takie. Dobra Marta za chwilę przyjdzie tutaj mój szef.
-Po co?
-Bo chciał osobiście się z tobą spotkać. Ale on nie lubi takich niegrzecznych dziewczyn. Więc na serio radzę ci mu nie pyskować, bo jest on zdolny wszystkiego. I uwierz mi, mówię ci prawdę. Dobra idzie.
Spojrzałam w stronę drzwi i zobaczyłam wysokiego bruneta. Gdy nas zauważył od razu podszedł.
-Spadaj gruby. - powiedział i zepchnął gangstera z krzesełka, chyba ten gruby na serio mówił prawdę
-No to ty jesteś Marta?
-Tak, to ja. 
-10 tysiaków, dawaj i wypada.
-Jaa... ja zdążyłam uzbierać tylko 4 tysiące. Dajcie mi tydzień a resztę wam doniosę. Obiecuję.
-Że co kurwa???!! Najpierw miałaś oddać 50 tys. ale ok, darowałem ci i zmniejszyłem sumę. Co ty mała dziwko sobie myślisz??! - wykrzyczał i wstał z krzesła.
Podszedł do mnie i pociągnął mnie za rękę. Przycisnął mnie do ściany i złapała mnie za gardło.
-Wkurwiłaś mnie i to bardzo!! Gruby chodź tutaj!! Trzymaj ją - powiedział i popchnął mnie w stronę gangstera, który od razy złapał mnie za ręce z tyłu.
-I co teraz szefie?
-Rób co chcesz, możesz się z nią trochę pobawić. 
Na te słowa zrobiło mi się niedobrze. Gangster zaczął mnie całować po szyi i macał mój tyłek.
-Przestań!! Proszę, oddam wam wszystko!! Dajcie mi czas do cholery!!
-Puść ją gruby. - na tą komendę mężczyzna mnie puścił - nie masz już czasu dziwko! Ale mam pewien pomysł. Jesteś bardzo ładną dziwką...
-Nie jestem dziwko gnoju!!
-Zamknij mordę suko! - wykrzyczał i uderzył mnie w twarz - także jak mówiłem jesteś bardzo ładna, dlatego możesz robić za moją prywatną osobę do towarzystwa.
-Co proszę? - powiedziałam ze łzami w oczach
-No będziesz robiła to co ja ci każe, dopóki nie spłacisz tych 50 tys.zł.
-Nie jestem dziwką - powiedziałam po cichu
-Wiem, ale od teraz będziesz - powiedział i uklęknął obok mnie łapiąc za kolano. - spokojnie słoneczko ja nie jestem, aż taki straszny. No i jeszcze jedno, radzę nie mieszać w to żadnej policji bo pożałujesz i ty i ten cały siatkarzyk. Rozumiesz?
-Ttak- powiedziałam przez łzy
-To jutro o 13 idziemy na spotkanie z ważnymi osobami i masz tam udawać szczęśliwą, ubrania ci jutro przyślę i masz w nich przyjść, a teraz gruby pojedzie za tobą i będzie cię miał na oku. To do jutra słoneczko - powiedział i pocałował mnie w czoło.
Gdy tylko ten bandzior wyszedł wzięłam torebkę i ruszyłam do samochodu. Po ok. 10 min byłam w domu. Gruby zaparkował obok mojego samochodu i patrzył na każdy mój ruch. Weszłam szybko do mieszkania i zamknęłam drzwi na klucz. Ściągnęłam buty i wybuchnęłam płaczem. Boże co ja teraz zrobię? Mam być dziwką tego gangstera?? W co ja się wpakowałam... Nie mogłam powstrzymać łez napływających do moich oczu. Nagle zadzwonił mój telefon, spojrzałam na wyświetlacz Andrzeej <33 Musiałam odebrać. 
-Hej myszko jak tam minął dzień
-...
-Jesteś? Halo!
-Ttak jestem.
-Coś się stało? Dziwnie brzmisz.
-Nie nic, chyba będę chora. Opowiadaj co tam u ciebie?
-A wspaniale, coraz lepiej mi idzie gra i nawet dzisiaj trener mnie pochwalił. Nie mogę się doczekać, aż cię zobaczę. Kocham cię skarbeczku mój.
-Ja ciebie też misiaku - powiedziałam i pojedyncza łza poleciała po moim policzku 
-Co ty dzisiaj taka mało rozmowna?
-Głowa mnie strasznie boli... kończę już kochanie. Odezwę się jutro. Pa
-Ale..
Wyłączyłam telefon i zrobiłam sobie herbatę, a moje oczy znowu zalane były łzami. 

czwartek, 18 lutego 2016

Rozdział 35

Perspektywa Marty:
Po czterokrotnym usłyszeniu dzwonka wstałam z kanapy i powoli udałam się w stronę drzwi. Przełknęłam ślinę i trzęsącą ręką chwyciłam za klamkę.
-No nareszcie Marta, miałam już sobie iść - powiedziała Ola uśmiechem i weszła do środka.
-Jak dobrze, że to ty - odetchnęłam z ulgą - kawy?
-Tak poproszę, ale czekaj czekaj! Czy ty się bałaś otworzyć?
-Niee, tak tylko...
-Nie kłam! Widzę przecież, że jesteś cała roztrzęsiona.
-Idę zrobić kawę, rozgość się.
Weszłam do kuchni i zaczęłam przyrządzać gorący napój. Kurde, przed Olką niczego nie ukryję więc chyba będę jej musiała wszystko powiedzieć. Tylko czy to dobry pomysł? Nie mogę jej w to mieszać, muszę poradzić sobie z tym sama. Tak. Nigdy bym sobie nie wybaczyła gdyby ci bandyci zaczęli też grozić i jej. Wzięłam dwa kubki z gorącą kawą i udałam się do salonu
-No to powiesz Marta? Czy mam to z ciebie wydusić?
-Ale na prawdę nic się nie dzieje... pij kawę bo ci wystygnie.
-Mów i to w tej sekundzie.
-No dobra, bo ja... znaczy... wzięłam kredyt u takiego gościa i on teraz mnie nachodzi. - wymyśliłam szybko
-Jejku Marta, trzeba było powiedzieć. Pożyczę ci przecież.
-Nie spokojnie, brakuje mi tylko 1000zł więc wezmę najwyżej dodatkową pracę w biurze. 
-No okej jak tam chcesz, ale pamiętaj zawszę możesz na mnie liczyć. Nawet gdyby coś ci groziło to wal do mnie jak w dym a ja na spokojnie ci pomogę. Rozumiesz? 
-Tak, dziękuję ci Olu.
-Ale za co?
-Za to, że mam taką przyjaciółkę jak ty - powiedziałam i przytuliłam dziewczynę. Po chwili zaczęłyśmy od nowa plotkować i śmiać się w najlepsze.

Perspektywa Andrzeja:
Po ok. 3 godzinach jazdy dotarliśmy do Spały. Zabrałem swoje bagaże z samochodu Karola i udałem się do hotelu. Wziąłem kluczyk od pokoju który jak się okazało miałem dzielić z Zatim. Po drodze spotkałem trenera, który wręczył mi rozpiskę całego pobytu w tym miejscu. Wszedłem do pokoju i zobaczyłem siedzącego Pawła:
-Siema stary - powiedziałem i przybiłem piątkę z libero
-No siema siema, co wy tak późno? Wszyscy już od rana tutaj są. 
-Kłos jak zwykle zaspał - powiedziałem ze śmiechem
-Tego można było się spodziewać.
Po krótkiej wymianie zdań zacząłem rozpakowywać swoje rzeczy.Po chwili przypomniałem sobie o tym, że miałem zadzwonić do Marty, więc wyjąłem telefon i to zrobiłem:
-No hej kochanie, my już dotarliśmy. A u ciebie jak tam?
-To dobrze, a właśnie przed chwilą Ola wyszła.
-Aha okej, a ci bandyci nic ci nie wysyłali ani nic?
-Nieee, skąd. Nie martw się misiek, nic mi nie grozi.
-Martuś, pamiętaj że masz zawsze mi mówić prawdę okej? Czyli jakby się pojawiło coś niepokojącego to masz do mnie dzwonić. 
-Dobrze, wiem przecież.
-Mam nadzieje kotek, a teraz kończę bo za chwile mamy trening. Zadzwonię jutro. 
-Okej, miłego trenowania skarbie.
Rozłączyłem się i przebrałem. Teraz przynajmniej mam pewność, że Marta będzie mnie o wszystkim informować. A przynajmniej mam taką nadzieje, wierzę jej więc nie mam o co się martwić. Po tym rozważaniu udałem się na trening. 

Perspektywa Marty:
Po rozmowie z Andrzejem zaczęłam mieć wyrzuty sumienia. Nie powinnam go okłamywać w tak ważnej sprawie. Ale to moje problemy więc sama sobie z nimi poradzę. Wpadłam na pewien pomysł więc od razu go zaczęłam realizować. Wzięłam telefon i wybrałam numer tych gangsterów. Wysłałam im wiadomość
-To ja Marta. Dajcie mi trochę więcej czasu, a zdobędę te pieniądze.
Po dłuższej chwili dostałam SMSa
-Hahaha śnisz sobie maleńka? 13 dni i chcemy widzieć 50 tys. zł.
-Proszę was... przecież ja od was nic nie brałam!
-Ale twój ojciec podpisał papiery i jego dług przeszedł na ciebie kochaniutka. 
-Za mało czasu na taką wielką sumę. 
-Dobrze Skarbeczku 10 tys. zł ale masz 3 dni. Pasuje księżniczko?
-Po pierwsze nie mów tak do mnie! Ale dajcie mi chociaż tydzień.
-3 dni. W tej restauracji co ostatnio. 
-Dobra będę. 
-Grzeczna dziewczynka.
Po odczytaniu wiadomości, nie wiedziałem co dalej robić. Ale dobrze, że chociaż zmniejszyli sumę. 3 dni, boże jak ja takie pieniądze zdobędę? Nie mogę powiedzieć Andrzejowi, on nie kazał w ogóle im płacić. No trudno coś na pewno wymyślę. Mam parę oszczędności, a resztę jakoś zorganizuję. Moje  rozmyślanie przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości.
Od: Andrzeej <333
Kolorowych snów aniołku :* <33
Od razu mu odpisałam:
Kolorowych misiaku. :** <3 
Odłożyłam telefon na stolik i zaczęłam się zastanawiać jak zdobyć pieniądze. Nawet nie wiem kiedy zamknęłam oczy i zasnęłam. 

sobota, 6 lutego 2016

Rozdział 34

Perspektywa Andrzeja:
Po miło spędzonym wieczorze z Olką i Karolem, udaliśmy się do mojego mieszkania i do razu padliśmy zmęczeni. Rano obudziłem się o 7, gdyż musiałem spakować wszystkie potrzebne rzeczy na zgrupowanie. Po cichu udałem się do kuchni przygotować śniadanie. W pewnym momencie ktoś wskoczył mi na plecy.
-Dzień dobry Andrzejku.
-Mm takie przywitania to ja mógłbym mieć codziennie. 
-Jeśli tylko chcesz, to takie będą - powiedziała Marta i wbiła się w moje usta.
-Siadaj do stołu księżniczko.
Po chwili siedzieliśmy już i ze smakiem jedliśmy sałatkę owocową. Patrzyłem jaka Marta jest piękna, nawet gdy siedzi przede mną bez makijażu i w nieuczesanych włosach.
-Co mi się tak przyglądasz mam coś na twarzy? - spytała z uśmiechem 
-Tak, ten piękny i najcudowniejszy uśmiech. Wiesz co? Nie mam pojęcia jak bez ciebie wytrzymam te 10 dni. 
-Kochanie, dasz radę i ja też dam. Musisz skupić się teraz na grze bo wiesz ja trzymam za ciebie kciuki, żebyś pojechał do tej Japonii. 
-Dziękuję kochanie, cieszę się, że cię mam. A i jest jeszcze jedna sprawa  co z tymi bandytami?
-Nie wiem, policja przecież się odezwie jak coś będą wiedzieć. 
-Ale na tamtej karteczce pisało, że masz 2 tygodnie na oddanie im kasy. Co jeśli oni tutaj przyjdą i coś ci zrobią?
-Nic się nie stanie, Andrzej przesadzasz.
-Martwię się pamiętasz przecież jak mnie pobili, jak ciebie ten idiota obmacywał. Nigdy bym sobie nie wybaczył gdyby coś ci się stało. Muszę teraz być przy tobie.
-Co ty mówisz?
-Zadzwonię do Stephana i powiem, że na razie rezygnuje.
-Nie ma mowy!! Jedziesz i koniec kropka! 
-Ale...
-Wronka, obiecuję ci, że nic mi nie będzie, nie będę wieczorami nigdzie wychodziła, będę uważała na siebie, a w razie potrzeby od razu zadzwonię na policje, albo do Oli. Okej?
-Dobra. Tylko błagam cię dzwoń do mnie codziennie i pisz do mnie po 30 SMSów na dzień jasne?
-Hehe Andrzejku, dobrze dobrze. A ty tak w ogóle to o której wyjeżdżasz?
-O 13:30 Karol po mnie przyjedzie, a tobie zostawiam mój samochód.
-Dziękuję kochanie.
-Dobra myszko jedz sobie powoli, a ja idę się pakować.

Perspektywa Oli:
Wstałam ok. 8. Zeszłam do salonu, gdzie siedział Karol i układał rzeczy w swojej walizce. 
-Cześć skarbie - pocałowałam go w policzek i usiadłam na kanapie.
-Wyspałaś się Oleńko?
-No tak nie za bardzo ale może być. Zjesz coś?
-Jakbyś mogła zrobić jajecznicę to byłbym ci bardzo wdzięczny.
-Oczywiście Karollo, już robię.
Poszłam do kuchni i wyjęłam potrzebne składniki i już miałam wziąć się do robienia śniadania gdy zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałam  na wyświetlacz "Andrzej"
-Tak słucham?
-Ola, możesz gadać?
-No oczywiście, co tam?
-Mam do ciebie ogromną prośbę. 
-Jaśniej Wrona jaśniej - zaśmiałam się
-Czy podczas mojej nieobecności, mogłabyś mieć na oku Martę? Wiesz przez ten cały liścik strasznie się o nią boję.
-Jaki liścik?
-Z pogróżkami, od tych bandytów co mnie wtedy pobili, no wiesz ci co chcą odzyskać dług.
-Aaa no wiem wiem, ale dlaczego oni chcą ten dług od Marty?
-No bo jej ojciec podpisał z nimi umowę, że Marta wszystko odda. I teraz on nie musi się już o nic martwić, bo wszystkie długi przeszły na jego córkę.
-A to bydlak! Jak on mógł. Andrzej dobra będą mieć ją na oku. Obiecuję ci, że nic jej się nie stanie.
-Dziękuję ci Ola, ja nigdy bym sobie nie darował gdyby ci bandyci jej coś zrobili.
-Spokojnie, ja wszystkiego dopilnuję.
-Jestem twoim dłużnikiem. Dobra kończę będą jeszcze do ciebie dzwonił.
-Okej, pa.
Po zakończeniu rozmowy do kuchni wszedł Karol. Wszystko mu opowiedziałam. A on stał jak wryty.
-No kurde, życie tej dwójki nie oszczędza. Za mało jeszcze przeszli? Masakra Olu. ale wiesz co teraz widzę jak Wroniasty kocha Martę. Miej na nią oko, bo Andrzej by nie przeżył gdyby coś jej się stało.

Perspektywa Marty:
O godzinie 13 Andrzej był już gotowy do wyjazdu, czekał tylko na Karola. Nie wiem jak ja sobie bez niego poradzę, będę cholernie za nim tęskniła. Ale wiem, że jego kariera musi się dalej rozwijać. Bardzo się też boję tych bandytów, ale nie mogę pokazać tego Andrzejowi, on musi skupić się teraz tylko i wyłącznie na grze. Ja dam sobie radę, muszę. 
-Nad czym tam myślisz Martuś?
-A nad tym, że będę strasznie za tobą tęsknić. 
-Ja za tobą też, ale codziennie będziemy do siebie dzwonić okej?
-No jasne, że tak.
-Dobra kochanie Karol za 5 min. będzie. Chodź tu do mnie - powiedział i przytulił mnie mocną.
-Kocham cię mój ty siatkarzyku - powiedziałam z uśmiechem
-A ja ciebie. Obiecuję ci, że gdy tylko dostanę wolne to gdzieś cię zabiorę.
-Wystarczy mi tylko tyle, że będziesz ze mną. 
-Marta Karollo już czeka idę.
-Kocham cię i powodzenia.
-Tez cię kocham - powiedział i wbił się w moje usta.
-Zadzwonię jak dojedziemy do Spały. - powiedział i zniknął za drzwiami. 
Przez chwilę stałam przy oknie i patrzyłam jak odjeżdżają.
-Kocham cię najmocniej na świecie Andrzejku.
Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor, po parunastu minutach usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS-a. Pomyślałam, że to może Wronka już za mną się stęsknił, ale to nie była wiadomość od niego;
Od " Prywatny"
Widzę, że zostałaś sama. Spokojnie na razie nic ci nie zrobimy, nie musisz się bać. Pamiętaj za 13 dni chcemy widzieć kasę w tamtej restauracji co ostatnio byliśmy. 
Ps. Nie mieszaj w to policji, bo różne przypadki chodzą po ludziach. I po koleżankach i po siatkarzach...
Gdy to odczytałam momentalnie podeszłam do okna, lecz nikogo nie było na podwórku. Szybko zasłoniłam wszystkie okna i usiadłam na kanapie. Nie wiedziałam co dalej robić, a bałam się cholernie. Biłam się z myślami czy zadzwonić na policje albo do Andrzej, gdy ktoś nagle zadzwonił do drzwi, a mi strach sparaliżował jaki kolwiek ruch. 

sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział 33

Perspektywa Marty:
Po rozpakowaniu swoich rzeczy w mieszkaniu siatkarza usiadłam na kanapie i zaczęłam się zastanawiać dlaczego Paweł tak zareagował, i co znaczyły te jego słowa? Nie chcę, żeby on się ode mnie oddalił, przecież to mój przyjaciel.
-Kochanie co się dzieję? - spytał Andrzej siadając obok mnie
-Myślę nad tą sytuacją z Pawłem. Kurczę, może to wszystko za szybko ta przeprowadzka, mieszkanie razem. Damy radę? Ja mam pracę ty mecze i reprezentację. Ja większość czasu jestem poza domem, a ty w Bełchatowie. Chyba za wielkie ryzyko jak na początek podjęliśmy, nie sądzisz?
-Martuś - powiedział i złapał moją dłoń - teraz mamy tylko reprezentacje, a później kilka dni wolnego. Ty przecież do pracy będziesz dojeżdżała samochodem, a jak przyjdzie sezon ligowy to nie będę mieszkał w Bełchatowie, tylko codziennie dojeżdżał. Obiecuję ci, że damy radę.
-Niema mowy! Przecież to są 2 godziny jazdy! Andrzej dobrze spróbujemy i zobaczymy czy to wszystko wyjdzie. 
-Masz moje słowo, że tak. A teraz zbieraj się powoli bo już za 15min 16.
-Wronka. Dziękuję, że jesteś. - podeszłam bliżej do siatkarza
-Kocham cię Marta - powiedział patrząc mi w oczy i złożył pocałunek na moich ustach
Po chwili wychodziliśmy już  z domu, a ja przy drzwiach znalazłam malutką karteczkę. Otworzyłam ją i zamarłam po przeczytaniu tych słów.
-Idziesz żabciu? Co ty taka blada?
-Masz, czytaj 

Perspektywa Andrzeja
Gdy wziąłem karteczkę z dłoni Marty, otworzyłem ją i przeczytałem "Myślisz, że zapomnieliśmy? Twój tatusiek podpisał umowę z nami, i to ty masz wszystko oddać. 30 tysięcy. Masz 14 dni, a jeśli byś chciała to w naturze też przyjmiemy."
Po przeczytaniu całego liściku podszedłem do Marty i mocną ją przytuliłem. 
-Cii, już kochanie spokojnie, przy mnie nic ci nie grozi.
-Andrzej boję się, o siebie i o ciebie.
-Spokojnie kochanie, chodź jedziemy na policję.
-Okej.
PO 10 minutach byliśmy na komisariacie. Marta opowiedziała, całą sytuację jak znalazła kartkę i dała ją sierżantowi.
-Pani Marto, zaczniemy prowadzić śledztwo w tej sprawie i gdy tylko coś by się zdarzyło od razu proszę do nas dzwonić. Na tą chwile proszę być spokojnym i postarać się uspokoić nerwy
-Dobrze panie władzo, ale jeśli wy się czegoś dowiecie to również proszę mnie poinformować.
-Oczywiście.
-Do widzenia. 
Jadąc w stronę kawiarni, gdzie umówiliśmy się z Karolem i Olą rozmyślałem nad tym kto będzie czuwał nad Martą jak ja jutro wyjeżdżam do Spały na zgrupowanie. A jak ci bandyci włamią się do domu i zrobią coś Marcie? Nigdy w życiu bym sobie tego nie darował. 
-Andrzej, spokojnie ja się ich nie boję. Chociaż wiem do czego są zdolni.
-Kochanie wiesz, że ja jutro jadę do Spały?
-Tak wiem i będę trzymała kciuki, żebyś był w 14-stce.
-Ale ja nie mogę cię teraz samej zostawić, co jak...
-Cii, proszę. Nic mi się nie stanie, obiecuję. A teraz chodź do tej 
kawiarni.
Po chwili znaleźliśmy się w środku budynku. Od razu zauważyliśmy Karola i Olę. Przywitałem się z dziewczyną Kłosa i spojrzałem na Martę.
-Aa no tak Ola, chodźmy tam do barmana zamówić jakieś ciastko. - Marta się uśmiechnęła i pociągnęła Olę za rękę, a po chwili już ich nie było 
-No to...
-Przepraszam Andrzej... ja wiem, że zrobiłem bardzo ale to bardzo źle. Nie powinienem się w ogóle mieszać w wasze życie. Chciałem żeby było dobrze dla ciebie, ale teraz wiem, że niszczyłem wszystko. I zachowałem się jak ostatni kretyn. Widzę jak się kochacie i jak prze zemnie oboje cierpieliście. Ja sobie nigdy bym nie wybaczył. Jak ja w ogóle mogłem być aż tak podłym przyjacielem. Tak na prawdę to ja nie zasługuję na twoją przyjaźń, ani na jaką kolwiek inną. Spierdoliłem na całej linii. I nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. 
-Karollo, czy ty myślisz, że po tylu latach przyjaźni ja cię po prostu kopnę w tyłek. 
-A nie?
-Owszem, zrobiłeś bardzo źle i to przez ciebie mogłem stracić moją ukochaną. Ale rozumiem też, że inaczej trochę tą sytuację widziałeś i rozumiałeś.Dlatego daję ci ostatnią, powtarzam ostatnią szansę. I nie spierdol już niczego okej? Bo jesteś na prawdę najlepszym przyjacielem jakiego miałem. 
-Nie, to ty Andrzej jesteś najlepszym przyjacielem ale na całym świecie. I wiesz co cieszę się cholernie, że taki zajebisty facet w końcu znalazł tą na którą tak długo czekał. 
-Dzięki stary - powiedziałam i po przyjacielsku uściskałem się z Karolem 
-O dziewczyny już idą
-No i jak chłopaki? Pogodziliście się?
-Tak - powiedziałam i przytuliłem Martę 
-No to dobrze kochanie.
I tak resztę wieczoru spędziliśmy w towarzystwie Karola i Oli, śmiejąc się, opowiadając i wspominając. 

sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział 32

Perspektywa Andrzeja:
Przebudziłem się o 8. Marta jeszcze spała. Bardzo pięknie wyglądała gdy blond kosmyki włosów idealnie opadały jej na twarz. Złożyłem delikatny pocałunek na jej policzku i zszedłem na dół. Mama chodziła już po kuchni i robiła jakieś jedzenie.
-Dzień dobry mamo - powiedziałem i pocałowałem ją w policzek na przywitanie
-I jak wyspany? - spytała ze śmiechem 
-Jeszcze jak, bo wiesz znacznie lepiej się śpi jak się ma ukochaną osobę przy boku.
-Andrzejku, przecież mi tego tłumaczyć nie musisz. Też byliśmy młodzi z ojcem. A dzisiaj Magda z Maćkiem przyjeżdżają.
-No to super, ale my musimy po śniadaniu wracać do Warszawy. Bo już jutro mamy zgrupowanie w Spale.
-Oj to szkoda, no ale cóż poradzić. Idź budź Martusię na śniadanie.
-Dobrze.
Po chwili znalazłem się już w swoim pokoju. Dziewczyna nadal spała, a ja nie miałem serca jej budzić. Ale musiałem bo o 11 chcę wyjechać, żeby jeszcze dzisiaj umówić się z Karolem i Olką. Po woli podszedłem do łóżka i nachyliłem się nad ukochaną.
-Kochanie, czas wstawać - wyszeptałem jej do ucha
-Mmm... jeszcze chwilkę,  proszę.
-Martuś, skarbeczku koniec spania - powiedziałem i zacząłem całować dziewczynę po szyi zjeżdżając powoli w dół
-Zdecydowanie lubię takie poranki.- powiedziała i zaczęliśmy się całować
-Dobra Andrzej, idę się ubrać. A tak w ogóle to zadzwoń do Karola, żeby dzisiaj o 16 przyszli do kawiarni na Puławskiej.
-No okej.
Gdy Marta poszła do łazienki, ja wziąłem telefon i wybrałem numer do Oli:
-Cześć, jak tam święta?
-Hej, a szybko lecą właśnie niedawno wstałam. A co tam u ciebie i Edyty?
-A bo ty nie wiesz. Byłem w wigilię u Marty, i nie jestem już z Edytą.
-Co? O matko! Wspaniała wiadomość! Opowiadaj co i jak.
-Masz, znaczy macie czas dzisiaj o 16?
-No tak w Warszawie będziemy.
-To bądźcie w kawiarni na Puławskiej.
-Okej, do zobaczenia
-Na razie.
Po zakończeniu rozmowy odłożyłem telefon i zacząłem się zastanawiać czy ty wszystko ma sens. Przecież Karol nie powinien tak postąpić, bardzo mnie zawiódł.

Perspektywa Marty:
Poszłam ubrać się do łazienki i wykonać poranną toaletę. Po wykonaniu wszystkich czynności dostałam SMSa od Pawła:
-Dzień doberek, jak tam samotniku?
-A witam cię serdecznie, a wcale, że już nie samotnik.
-Co? Jak to? Marta czy ja o czymś nie wiem? 
-Jak się spotkamy to się dowiesz.
-Jutro jadę już do Spały więc się nie spotkamy. Mów!
-Jestem z Andrzejem. 
-To fajnie, dobra kończę już na razie.
-Paweł! Co jest? O co ci chodzi?
Byłam bardzo zdziwiona zachowaniem libero, gdyż nie odpisał mi. Próbowałam do niego zdzwonić lecz on nie odbiera. No cóż kiedyś będzie musiał. Nie czekając dłużej wyszłam z pomieszczenia i zobaczyłam Andrzeja, który siedział bardzo smutny:
-Ej co jest kochanie- szybko podeszłam do siatkarza
-Ja nie wiem co mam zrobić. Powinienem wybaczyć mu? To już 3 szansa...
-Andrzej, najpierw to z nim porozmawiaj i będziesz wiedział czy ta przyjaźń ma sens czy nie. 
-Dobra, zrobię tak. Tylko czy ja dam radę z tym wszystkim? Nawet nie wiesz jak to jest cholernie trudne.
-Kochanie na milion procent dasz radę. Kto jak nie ty? A teraz nie zamartwiaj się tak tylko chodź na śniadanie bo już po 10.
-O cholera.! To schodzimy raz dwa.
Po kilku sekundach byliśmy na dole i zajadaliśmy się pysznymi kanapkami zrobionymi przez matkę siatkarza. Po zjedzeniu wszystkiego pomogłam posprzątać, a zaraz po tym Andrzej zadecydował że już będziemy ruszać.
-No to dzieciaki jedźcie powolutku, uważajcie na siebie no i kochajcie się cały czas. Proszę to dla was. Jeden naszyjnik z połówką serca dla ciebie Andrzejku a drugi dla Martusi. Ten naszyjnik przynosi szczęście ale pamiętajcie, że tylko wtedy kiedy serce będzie całe. Czyli kiedy wy będziecie razem.
-Dziękuję mamo jesteś wspaniała - powiedział Andrzej i pożegnał się z mamą i tatą
-Ja również dziękuję no i do zobaczenia - powiedziałam z uśmiechem i przytuliłam się z rodzicami środkowego.
Po paru minutach byliśmy już w samochodzie i jechaliśmy w stronę Warszawy. Jestem bardzo miło zaskoczona, że zostałam tak miło i ciepło przyjęta. Mam nadzieję, że od teraz moje życie będzie zupełnie inne. Mam Andrzeja czyli wszystko co potrzeba mi do szczęścia. Nie wiem tylko jak zniosę tak długą rozłąkę, kiedy on będzie w kadrze. No nic, takie życie ze sportowcem. Pewnie Ola da mi kilka rad.
-Wiesz co kochanie? Bardzo się cieszę, że cię mam - powiedziałam na co on się delikatnie uśmiechnął
-Teraz będziemy już zawszę razem obiecuję ci.
-Nie wiem jak bez ciebie wytrzymam od jutra. Tak bardzo mi cię brakowało, a tak mało chwil spędziliśmy razem.
-Martuś zobaczysz wynagrodzę ci to, a teraz wysiadaj bo musisz się spakować.
-Co? Po co? Przecież Paweł pozwolił mi tutaj mieszkać.
-Kochanie teraz zamieszkamy razem.
-Przepraszam cię bardzo Andrzej, ale ja nie będę robiła to co ty chcesz okej? Nie jestem twoją własnością! I nie przypominam sobie, żebyśmy coś o wspólnym mieszkaniu rozmawiali. - wykrzyczałam chłopakowi i wysiadłam z auta podążając w kierunku domu.
-Poczekaj!! Marta! To nie miało tak zabrzmieć - złapał mnie za rękę i obrócił do siebie - nie chcę za ciebie podejmować decyzji, ale tak bardzo cię kocham, że nie wyobrażam sobie mieszkania bez ciebie. Wybacz kochanie.
-Andrzej zgadzam się na to. Tylko trzeba było się mnie po prostu zapytać. Bardzo bym chciała żeby takie coś się nie powtórzyło.
-Wiem, nawaliłem jak zwykle i przepraszam. Kocham cię - powiedział i przytulił mnie. 
Razem weszliśmy do domu, gdy zorientowałam się, że drzwi wcale nie są zamknięte. Po cichu weszliśmy do środka i aż podskoczyłam bo zobaczyłam faceta w czarnym dresie z dwoma wielkimi pudłami.
-Kim pan jest!? - spytał Andrzej, a facet aż się przewrócił.
Okazało się, że to Paweł. 
-Zati? Co ty tu robisz?
-Cześć, przyjechałem po parę rzeczy ze strychu.
-Oj Pawełku ale mnie przestraszyłeś - powiedziałam ze śmiechem - a no tak ja i Andrzej jesteśmy razem i chcę się wyprowadzić, także poczekaj chwilę i oddam ci kluczę.
-Super, że jesteście razem - powiedział z wyczuwalną ironią - sory ale się spieszę. Kluczę odbiorę kiedy indziej.
Powiedział i po sekundzie zniknął za drzwiami,a ja za nim wybiegłam 
-Paweł! Zaczekaj, o co chodzi?
-O nic!
-Tak, właśnie widzę. Stało się coś czy jak?
-Miałem nadzieję... dobra nie ważne, to szczęścia Marta. Żebyś chociaż ty była szczęśliwa w życiu. Pa. - powiedział i odjechał.
O co mu chodziło? Czy on się ze mną żegnał? Nie chyba nie. Co mu odwaliło nagle? Może on nadal mnie... nie to nie możliwe by było. Przecież rozmawiałam z nim. Moje rozmyślanie przerwał Andrzej:
-No i jak?
-Chyba się ze mną pożegnał...tracę przyjaciela.
-Oj wydawało ci się kochanie. Chodź do mieszkania się pakować. 
Złapałam Andrzeja za rękę i weszliśmy do środka, jednak myślami cały czas byłam przy Pawle i tej całej sytuacji.