Perspektywa Marty:
Po 3 godzinach jazdy, wreszcie stanęłam przed bramą mojego rodzinnego domu. Wysiadłam z samochodu, wzięłam głęboki wdech i zadzwoniłam dzwonkiem. Po chwili drzwi się otworzyły a zza nich wyłoniła się Weronika.
-O proszę siostrunia Martunia powróciła.
-Daruj sobie Wera - parsknęłam - są rodzice?
-Może, są a może nie.
-Powiesz czy nie?
-Okej wchodź - otworzyła mi szerzej drzwi i zawołała - tatusiu, mamusiu córka marnotrawna wróciła.
-Jak widzę nic się nie zmieniłaś - posłałam złowrogie spojrzenie na siostrę, a w tym czasie mama z tatą wyszli z pokoju.
-O proszę Marta, co jednak pieniążków zabrakło i postanowiłaś wrócić? - powiedziała moja mama
-Basi uspokój się! - stanął w mojej obronie tata - cieszę się, że wróciłaś Martuś - powiedział i mnie przytulił
-Tato, ale ja nie wróciłam tylko chciałam z wami porozmawiać.
-I co Zbyszek? Źle mówiłam? Pewnie chce od nas pożyczkę.
-Barbara! - krzyknął ojciec
-Nie mamo, nie chce żadnej pożyczki , bo finansowo sobie bardzo dobrze radzę, a skoro nie jestem tu mile widziana to już pójdę pa! - miałam już wychodzić lecz tata mnie zatrzymał
-Nie Marta zostań, idź do salonu to porozmawiamy.
-No dobrze, ale ja chciałam przede wszystkim pogadać z mamą.
-No już dobrze, Zbyszek idź zrób nam herbatę, a my chodźmy do salonu.
Usiadłyśmy na kanapie, porozmawiałyśmy o tym co u nich, co u mnie o wypadku lecz w końcu musiałam zacząć temat o którym przyjechałam tutaj rozmawiać:
-Słuchajcie ja tutaj przyjechałam w jednym celu.
-W jakim? - zapytał zdziwiony ojciec
-Muszę się dowiedzieć co się wydarzyło 5 lat temu - gdy mama to usłyszała jej twarz pobladła, ale zaczęła mówić
-No jak to co, ten drań Andrzej wyjechał bez słowa wyjaśnienie
-Mamo, w tym wypadku to on właśnie został potrącony prze zemnie i gdy rozmawialiśmy powiedział mi, że to wszystko przez ciebie.
-Ależ to są jakieś kompletne brednie.
-Mamo proszę cię, ja muszę znać prawdę.
-Prawda jest taka, że ten Andrzej kłamie!
-Basia, skończ już kłamać i opowiedz jej wszystko.
-Kłamać? Mamo! Powiedz prawdę! - wstałam z kanapy, podeszłam do okna i oparłam się o parapet.
-No mów mamo, czekam! - zaczęłam krzyczeć.
-Dobrze dziecko powiem, tylko nie krzycz!
-Dobrze, no to mów.
-Słoneczko ja po prostu wiedziałam, że on dla ciebie jest za stary, że cię skrzywdzi, że będzie chciał cię tylko wykorzystać. Więc gdy dowiedziałam się, że kiedyś był oskarżony o gwałt to zaczęłam go szantażować. Miał wybór, albo on wyjedzie albo ja wszytko podam do gazet i telewizji a wtedy jego reputacja była by skończona.
-Chwila, chwila. Czyli,że Andrzej kogoś zgwałcił?
-Nie Martusi został wrobiony, a później oczyszczony z zarzutów ale ja znalazłam dziennikarza który miałby potwierdzić, że to Andrzej za tym gwałtem stoi.
-Co?
-Powiedziałam Andrzejowi, że mam dowody na to, że to on i w ten sposób go zastraszałam, a nawet nasłałam na niego zbirów którzy co wieczór grozili mu nożem, za gwałt. I po kilku dniach wyjechał.
-Jak mogłaś? - nie mogłam w to uwierzyć
-Skarbie, ale ja to zrobiłam dla twojego dobra.
-Jakiego dobra do cholery? - zaczęłam krzyczeć - zniszczyłaś mi życie! Rozumiesz? - zaczęłam zakładać buty
-Martuś, przecież ja chciałam dla ciebie jak najlepiej.
-Nie na widzę cię! I nigdy ci tego nie wybaczę!! - Wzięłam kurtkę i wyszłam z mieszkania. Kierowałam się w stronę samochodu, ale ktoś zaczął za mną krzyczeć:
-Córeczko! Poczekaj. - do auta dobiegł ojciec
-Tato, nie wierze po prostu jak ona mogła.
-Wiem kochanie, matka postąpiła karygodnie
-Tato, ty o tym wszystkim wiedziałeś.
-Nie, dowiedziałem się dopiero tydzień po twojej wyprowadzce. Namawiałem mamę, żeby do ciebie zadzwoniła i wszystko powiedziała, ale ona była zbyt uparta.
-Rozumiem tato, nie martw się. Ja już muszę jechać bo długa droga przede mną.
-Kiedy nas znowu odwiedzisz słoneczko?
-Nie wiem tato, ale nie prędko. Jak coś to dzwoń o każdej porze dnia i nocy.
-Dobrze Martuś, jedź bo już prawie ciemno. Trzymaj się kochanie.
-Ty też, Kocham cię tatko
-Ja ciebie też Martuś. - uściskaliśmy się na pożegnanie i ruszyłam w drogę do Bełchatowa.
Perspektywa Andrzeja:
Wróciłem z meczu o 18, w sumie to dobrze, że Michał mnie tak zabrał bo spotkałem tak również Mariusza, Kacpra oraz Facundo i Nico. Zjadłem dwa naleśniki i nie mogłem przestać myśleć o Karolu. Przecież on prze zemnie może wylecieć z podstawowego składu. Nie zastanawiając się dłużej wziąłem kurtkę i pojechałem do Kłosa. Po ok.10 min. byłem na miejscu, bardzo się bałem się Karol mi nie wybaczy, ale musiałem spróbować. Zapukałem do drzwi, otworzyła mi Ola:
-Cześć piękna - puściłem jej oczko i dałem bukiet kwiatów
-Andrzej? Nie poznaję cie - zaśmiała się blondynka
-Po prostu wróciłem do żywych - zaśmiałem się - jest Karol?
-Tak, siedzi w salonie.
-Dzięki.
Wszedłem wraz z Olą do pomieszczenia, na kanapie siedział z laptopem na kolanach Kłos
-Kochanie masz gościa - powiedziała Ola, a Karol podniósł oczy i skierował je na mnie - to ja może nie będę wam przeszkadzała.
Ola wyszła a ja nie pewnie zacząłem
-Cześć Karollo.
-Cześć - chłopak odłożył laptopa i stanął przy oknie
-Stary, ja tu przyszedłem bo chce cie przeprosić za swoje zachowanie, po prostu nie mogłem się z tym wszystkim pogodzić, nie rozumiałem niczego i nie myślałem racjonalnie, ale wiem że zachowałem się jak kawal skurwysyna. I jeśli chcesz, żeby ta przyjaźń się skończyła to okej przyjmę to na klatę.
-Andrzej ty jesteś głupi. Jak możesz myśleć, że ci nie wybaczę przecież wiem że wtedy nie byłeś sobą , a po takich przeprosinach to chyba nie mam innego wyjścia tylko po prostu ci wybaczyć - zaśmiał się Karol
-Uff, no to dobrze, wiesz jaki ja byłem zestresowany - zaśmiałem się
-Stary brakowało mi ciebie i tych naszych rozmów - podszedł do mnie uściskaliśmy się
-Mi ciebie tez brakowało Karoli to cholernie
-A jak z twoją ręką?
-Nijak
-Co ty gadasz Endrju? Rehabilitacja nie działa?
-Nie chodzę - spuściłem głowę na dół i wzrok wbiłem z podłogę
-Pojebało cię? Jutro o 9 widzę cię w pokoju naszego fizjoterapeuty zrozumiano?
-Nie wiem stary, to nie ma sensu.
-Andrzej, my cie potrzebujemy w zespole, jesteś potrzebny Skrze. I jeśli nie przyjedziesz sam to obiecuje ci, że cała drużyna po ciebie przyjedzie
-No dobra będę - uśmiechnąłem się lekko- a teraz spadam na chatę bo muszę się wyspać . Na razie
-Do zobaczenia.
Wsiadłem do auta i skierowałem się w stronę domu. Po drodze zdałem sobie sprawę, że przecież jeszcze muszę jakoś odnaleźć Martę i ją przeprosić.
środa, 16 września 2015
niedziela, 13 września 2015
Rozdział 13
3 dni później:
Perspektywa Marty:
Obudziłam się przed 8, ubrałam się w strój do biegania, uszykowałam sobie zdrowe śniadanko i zaczęłam powoli jeść. Przez te 3 dni wiele się u mnie nie zmieniło, poza tym, że jutro mam rozmowę o pracę, ale niestety nie w Skrze gdyż znaleźli kogoś innego. Andrzej się wcale do mnie nie odezwał, Paweł chyba o mnie zapomniał, a jedynym moim wsparciem jest Karol i Ola. Kończąc rozmyślanie, pozmywałam miseczkę, wzięłam telefon, zamknęłam drzwi i skierowałam się w stronę parku. Na miejscu rozciągnęłam się i zaczęłam biegać, po ok 45 minutach usiadłam na ławce i upiłam łyk wody. W pewnym momencie ktoś się do mnie przysiadł, tym kimś był Zati:
-Cześć sportsmenko - spojrzał na mnie i się uśmiechnął
-Cześć siatkarzu - odwzajemniłam uśmiech
-Przepraszam cię.
-Za co?
-No za to, że się nie odzywałem, ale mój tata miał zawal serca i nie miałem głowy do innych spraw. Wybaczysz? - Paweł zrobił minę zbitego psa a ja wybuchłam śmiechem.
-No jasne, że tak Zati, zresztą ja też miałam spore problemy - moja mina stała się smutna i zamyślona
-Wiem, wiem słyszałem o tym wypadku Andrzeja, ale to na prawdę nie twoja wina, nie ma sensu, żebyś się obwiniała.
-Nie jest łatwo ale zawsze przecież mogło być gorzej. - delikatnie się uśmiechnęłam
-No jasne, że tak, a ten uśmiech ma cały czas być na tej ślicznej twarzyczce, zrozumiano?
-Tak jest kapitanie - zachichotałam a Paweł mnie przytulił.
-No to co mała? Skoro się spotkaliśmy to może jakaś kawa?
-Sorki, ale dzisiaj jeszcze muszę załatwić jedną sprawę, ale może jutro co?
-No okej to o której ci pasuje?
-O 8:30 mam rozmowę o pracę, także może o 11?
-No to jesteśmy umówieni panno Nowak.
-Tak jest panie Zatorski. A teraz już muszę uciekać, także do jutra
-Do jutra - powiedział i pożegnał się ze mną.
Pobiegłam do domu, wzięłam prysznic i się przebrałam w nieco cieplejsze ubrania, gdyż była już jesień. Zabrałam torebkę, wsiadłam do auta i pojechałam w stronę domu rodzinnego, ponieważ chce wreszcie dowiedzieć się co się stało 5 lat temu.
Perspektywa Andrzeja:
Minęły 3 ciężkie dni w samotności i bólu z alkoholem w rękach, a właściwie w jednej ręce, gdyż lewą ręką nie mogłem nic zrobić. Tak, dokładnie nie chce tej zasranej rehabilitacji, po co mi ona? Straciłem Martę, Karola to i lewą rękę też mogę, ważne że mam....nic, no właśnie.
Siedziałem kolejny dzień w ciemnym pokoju z butelką wódki i oglądałem powtórki moim wszystkich meczów, gdy ktoś nagle zadzwonił do drzwi. po 3 dźwiękach dzwonka niechętnie wstałem otworzyć.
-Winiar? Co ty tu robisz? - wybełkotałem
-Przyszedłem cię ratować stary. - Michał wszedł do środka zamknął drzwi.
-Andrzej, śmierdzi tu jak w pijalni, weź to kurwa zostaw - odebrał mi butelkę z trunkiem i otworzył okno.
-Oddaj to!
-Nie, a poza tym po co ci to gówno? Chcesz się zachlać na śmierć?
-Może to by było rozsądne wyjście.
-Przestań tak pierdolić stary
-Ale Michał co mi innego pozostało niż wódka? Wszystko straciłem rozumiesz? Wszystko!
-Wiem Andrzej o tym wszystkim, o wypadku, o Marcie i o Karolu.
-No i co? Pewnie przyszedłeś mnie solidnie opierdolić?
-Nie, ja ci przyszedłem pomóc, bo sam też kiedyś musiałem się poddać rehabilitacji i nie było wiadomo czy będę mógł grać. I co? I jakoś gram i jest wszystko elegancko.
-Ale ja nie tylko siatkówkę straciłem, ja straciłem wszystko.
-Powinieneś przeprosić Karola i Martę.
-Ale ja nie wiem czy...
-Andrzej do cholery to był wypadek a nie jakaś zemsta Marty!
-Ale skąd to niby wszystko wiesz?
-Od Karola, martwi się on o ciebie i jest załamany, a ostatnio nie przychodziła na treningi, więc postanowiłem przyjść od ciebie i przywrócić cię do normalności.
-On nie może prze zemnie olewać treningów.
-To idź do niego jutro i przeproś go i pogadajcie na spokojnie.
-Wiesz co chyba tak zrobię.
-No i rewelacyjnie, a teraz spadaj pod prysznic i się przebieraj bo zabieram cię na mecz Legii za 2 godziny.
-Stary jesteś naprawdę zajebistym przyjacielem.
Wziąłem orzeźwiający prysznic, ubrałem się i wyszedłem z łazienki.
-No no no. Endrju, wszystkie laski twoje - zaśmiał się Winiar
-Lepsze byłaby tylko ta jedna - stanąłem przy oknie i wpatrywałem się w krajobraz Bełchatowa
-Sory Wroniasty, zbierajmy się - Michał poklepał mnie po ramieniu i szedł w stronę drzwi.
Ja wziąłem głęboki wdech, zgarnąłem telefon ze stolika, zamknąłem za sobą drzwi i ruszyłem za Winiarskim.
Perspektywa Marty:
Obudziłam się przed 8, ubrałam się w strój do biegania, uszykowałam sobie zdrowe śniadanko i zaczęłam powoli jeść. Przez te 3 dni wiele się u mnie nie zmieniło, poza tym, że jutro mam rozmowę o pracę, ale niestety nie w Skrze gdyż znaleźli kogoś innego. Andrzej się wcale do mnie nie odezwał, Paweł chyba o mnie zapomniał, a jedynym moim wsparciem jest Karol i Ola. Kończąc rozmyślanie, pozmywałam miseczkę, wzięłam telefon, zamknęłam drzwi i skierowałam się w stronę parku. Na miejscu rozciągnęłam się i zaczęłam biegać, po ok 45 minutach usiadłam na ławce i upiłam łyk wody. W pewnym momencie ktoś się do mnie przysiadł, tym kimś był Zati:
-Cześć sportsmenko - spojrzał na mnie i się uśmiechnął
-Cześć siatkarzu - odwzajemniłam uśmiech
-Przepraszam cię.
-Za co?
-No za to, że się nie odzywałem, ale mój tata miał zawal serca i nie miałem głowy do innych spraw. Wybaczysz? - Paweł zrobił minę zbitego psa a ja wybuchłam śmiechem.
-No jasne, że tak Zati, zresztą ja też miałam spore problemy - moja mina stała się smutna i zamyślona
-Wiem, wiem słyszałem o tym wypadku Andrzeja, ale to na prawdę nie twoja wina, nie ma sensu, żebyś się obwiniała.
-Nie jest łatwo ale zawsze przecież mogło być gorzej. - delikatnie się uśmiechnęłam
-No jasne, że tak, a ten uśmiech ma cały czas być na tej ślicznej twarzyczce, zrozumiano?
-Tak jest kapitanie - zachichotałam a Paweł mnie przytulił.
-No to co mała? Skoro się spotkaliśmy to może jakaś kawa?
-Sorki, ale dzisiaj jeszcze muszę załatwić jedną sprawę, ale może jutro co?
-No okej to o której ci pasuje?
-O 8:30 mam rozmowę o pracę, także może o 11?
-No to jesteśmy umówieni panno Nowak.
-Tak jest panie Zatorski. A teraz już muszę uciekać, także do jutra
-Do jutra - powiedział i pożegnał się ze mną.
Pobiegłam do domu, wzięłam prysznic i się przebrałam w nieco cieplejsze ubrania, gdyż była już jesień. Zabrałam torebkę, wsiadłam do auta i pojechałam w stronę domu rodzinnego, ponieważ chce wreszcie dowiedzieć się co się stało 5 lat temu.
Perspektywa Andrzeja:
Minęły 3 ciężkie dni w samotności i bólu z alkoholem w rękach, a właściwie w jednej ręce, gdyż lewą ręką nie mogłem nic zrobić. Tak, dokładnie nie chce tej zasranej rehabilitacji, po co mi ona? Straciłem Martę, Karola to i lewą rękę też mogę, ważne że mam....nic, no właśnie.
Siedziałem kolejny dzień w ciemnym pokoju z butelką wódki i oglądałem powtórki moim wszystkich meczów, gdy ktoś nagle zadzwonił do drzwi. po 3 dźwiękach dzwonka niechętnie wstałem otworzyć.
-Winiar? Co ty tu robisz? - wybełkotałem
-Przyszedłem cię ratować stary. - Michał wszedł do środka zamknął drzwi.
-Andrzej, śmierdzi tu jak w pijalni, weź to kurwa zostaw - odebrał mi butelkę z trunkiem i otworzył okno.
-Oddaj to!
-Nie, a poza tym po co ci to gówno? Chcesz się zachlać na śmierć?
-Może to by było rozsądne wyjście.
-Przestań tak pierdolić stary
-Ale Michał co mi innego pozostało niż wódka? Wszystko straciłem rozumiesz? Wszystko!
-Wiem Andrzej o tym wszystkim, o wypadku, o Marcie i o Karolu.
-No i co? Pewnie przyszedłeś mnie solidnie opierdolić?
-Nie, ja ci przyszedłem pomóc, bo sam też kiedyś musiałem się poddać rehabilitacji i nie było wiadomo czy będę mógł grać. I co? I jakoś gram i jest wszystko elegancko.
-Ale ja nie tylko siatkówkę straciłem, ja straciłem wszystko.
-Powinieneś przeprosić Karola i Martę.
-Ale ja nie wiem czy...
-Andrzej do cholery to był wypadek a nie jakaś zemsta Marty!
-Ale skąd to niby wszystko wiesz?
-Od Karola, martwi się on o ciebie i jest załamany, a ostatnio nie przychodziła na treningi, więc postanowiłem przyjść od ciebie i przywrócić cię do normalności.
-On nie może prze zemnie olewać treningów.
-To idź do niego jutro i przeproś go i pogadajcie na spokojnie.
-Wiesz co chyba tak zrobię.
-No i rewelacyjnie, a teraz spadaj pod prysznic i się przebieraj bo zabieram cię na mecz Legii za 2 godziny.
-Stary jesteś naprawdę zajebistym przyjacielem.
Wziąłem orzeźwiający prysznic, ubrałem się i wyszedłem z łazienki.
-No no no. Endrju, wszystkie laski twoje - zaśmiał się Winiar
-Lepsze byłaby tylko ta jedna - stanąłem przy oknie i wpatrywałem się w krajobraz Bełchatowa
-Sory Wroniasty, zbierajmy się - Michał poklepał mnie po ramieniu i szedł w stronę drzwi.
Ja wziąłem głęboki wdech, zgarnąłem telefon ze stolika, zamknąłem za sobą drzwi i ruszyłem za Winiarskim.
wtorek, 8 września 2015
Rozdział 12
Perspektywa Andrzeja:
Nie mogę w to po prostu uwierzyć, to jakieś szaleństwo. Dlaczego on mi to zrobiła? Jestem pewien, że to nie był wypadek. Co ja głupi sobie w ogóle myślałem. Teraz nie mam już nic, ani miłości swojego życia ani siatkówki. Bezsilny ułożyłem się na szpitalnym łóżku i próbowałem zasnąć, jednak ktoś wszedł na sale:
-Witam, panie Andrzeju jak tam samopoczucie?
-Gorzej być nie mogło panie doktorze.
-Spokojnie, będzie dobrze niech mi pan uwierzy bo rehabilitacji ręka wróci do formy.
-Tak ciekawe tylko kiedy?
-Proszę się tak pesymistycznie nie nastawiać, na pocieszenie mam dla pana wypis. Wszystko już jest w porządku, więc jutro rano może pan wrócić do domu.
-No nareszcie bo dwa dni w szpitalu to stanowczo za dużo - powiedziałem z uśmiechem- a ile ta cała rehabilitacja będzie trwała?
-Nie wiem panie Andrzeju, zależy od tego jakie pan będzie robił postępy ale będzie to coś koło dwóch, trzech miesięcy.
-Cholera jasna, czyli nie mam szans na zagranie w reprezentacji.
-Będzie miał pan jeszcze wiele szans, ja uciekam do następnym pacjentów. - doktor wstał, wręczył mi wypis i wyszedł.
Zacząłem pakować swoje rzeczy, patrząc w telefon zobaczyłem chyba z 20 wiadomości, a każda typu " Andrzej nie załamuj się, będzie dobrze" Nawet sam Stephan do mnie napisał, ale ja nie miałem ochoty na razie nikomu odpisywać. Po ok. 30 min. byłem już spakowany, stanąłem przy oknie i zacząłem myśleć nad swoim dalszym życiem , jak ono będzie wyglądało i czy kiedykolwiek będzie takie samo. Moje rozmyślenie przerwał zgrzyt drzwi. Obejrzałem się za siebie i zobaczyłem w progu sali Martę.
Perspektywa Marty:
Siedziałam cały czas na szpitalnym korytarzu, mimo tego, że miałam się spotkać z Pawłem, to w tej chwili nie liczyło się nic, poza Andrzejem. Nie mogłam dłużej wysiedzieć chciałam wejść do sali Wronki jednak zatrzymał mnie Karol, który też cały czas był w szpitalu.
-Nie wchodź Marta.
-Karol, ja nie mogę tak bezczynnie siedzieć, muszę tam wejść i z nim porozmawiać.
-Nie radzę ci, on jest załamany.
-Musze.
-Nic nie musisz Marta, jedź do domu się przespać.
-Dobra nie muszę, ale chcę więc tam idę.
Nie czekając na reakcję Kłosa uchyliłam drzwi. Przy oknie stał Andrzej, był zamyślony ale jednocześnie bardzo smutny. Odwrócił się w moją stronę i zdziwienie pojawiło się na jego twarzy.
-Możemy porozmawiać? - zamknęłam za sobą drzwi i weszłam do środka
-O czym niby? O wypadku? - zapytał patrząc w okno
-Nie, chciałabym porozmawiać o nas i o przeszłość.
-Jakich nas? - odwrócił się do mnie i patrzył na mnie złowrogo
-Andrzej ja ci wszystko wybacz, to co stało się pięć lat temu to jest już nie ważne, rozumiesz? - przybliżyłam się do niego i spojrzałam mu głęboko w oczy
-A to co wydarzyło się 2 dni temu? - Wrona odsunął się ode mnie i oparł się o parapet
-Uratowałeś swojego przyjaciela.
-Przed tobą.
-Co? Przecież to był wypadek.
-A może jednak jakiś perfidny plan?
-Co ty gadasz?
-No tak, ja wiem, że ty chcesz się na mnie zemścić.
-Co kurwa? To Karol wyszedł na drogę tuż przed autem.
-Najlepiej zwalić na kogoś.
-To nie była niczyja wina rozumiesz? To był wypadek, a wypadki czasami się zdarzają!
-I przez ten "wypadek" teraz nie wiadomo czy będę mógł dalej grać.
-Andrzej bardzo mi przykro i uwierz, że mi też jest ciężko patrzeć na twój smutek.
-A mi ciężko jest patrzeć na ciebie.
Tego już nie wytrzymała, dałam mu w twarz i nie mogłam opanować emocji.
-Wiesz co zasłużyłeś na więcej niż tylko uderzenie w twarz, ja tu przy tobie siedziałam całe te dwa dni, modliłam się za ciebie, nigdy przez te 5 lat o tobie nie zapomniałam, a wiesz dlaczego? Bo cię kocham ty idioto! - wykrzyczałam - Ale teraz widzę, że ty mnie jednak nie kochasz i wtedy 5 lat temu też mnie nie kochałeś!
-Gówno prawda!! - Andrzej mi przerwał i też zaczął krzyczeć - kochałem cię tak mocno, że mocniej się już nie dało, wiesz jak ja cierpiałem gdy musiałem cię zostawić.
-Jak to musiałeś?
-Lepiej spytaj swojej mamuśki pieprzonej.
-Co kurwa moja mama ma z tym wspólnego?
-Nie ważne teraz już to jest, dwa dni temu cie kochałem, tak jak 5 lat temu, chciałem cię odnaleźć i wszystko wyjaśnić ale teraz.... teraz to wszystko straciłem nie mogę grać, a po tym co mi przed wczoraj zrobiłaś ja ciebie już nie kocham.
-Ale jak to? Przecież to był tylko wypadek - powiedziałam ze łzami
-Ja ci po prostu nie wierze.
-To uwierz, proszee
-Wiem jaka jesteś i jaka potrafisz być.
-Andrzejj...
-Wyjdź.
-Kocham cię!!
-Wyjdź kurwa!!
Wybiegłam z płaczem z sali i nie mogłam uwierzyć, że go już nie odzyskam. Podszedł do mnie Karol:
-Marta...
-Zabierz mnie stąd proszę - powiedziałam ciągle płacząc
Karol bez słowa pomógł mi wstać i poszliśmy w stronę parkingu.
Nie mogę w to po prostu uwierzyć, to jakieś szaleństwo. Dlaczego on mi to zrobiła? Jestem pewien, że to nie był wypadek. Co ja głupi sobie w ogóle myślałem. Teraz nie mam już nic, ani miłości swojego życia ani siatkówki. Bezsilny ułożyłem się na szpitalnym łóżku i próbowałem zasnąć, jednak ktoś wszedł na sale:
-Witam, panie Andrzeju jak tam samopoczucie?
-Gorzej być nie mogło panie doktorze.
-Spokojnie, będzie dobrze niech mi pan uwierzy bo rehabilitacji ręka wróci do formy.
-Tak ciekawe tylko kiedy?
-Proszę się tak pesymistycznie nie nastawiać, na pocieszenie mam dla pana wypis. Wszystko już jest w porządku, więc jutro rano może pan wrócić do domu.
-No nareszcie bo dwa dni w szpitalu to stanowczo za dużo - powiedziałem z uśmiechem- a ile ta cała rehabilitacja będzie trwała?
-Nie wiem panie Andrzeju, zależy od tego jakie pan będzie robił postępy ale będzie to coś koło dwóch, trzech miesięcy.
-Cholera jasna, czyli nie mam szans na zagranie w reprezentacji.
-Będzie miał pan jeszcze wiele szans, ja uciekam do następnym pacjentów. - doktor wstał, wręczył mi wypis i wyszedł.
Zacząłem pakować swoje rzeczy, patrząc w telefon zobaczyłem chyba z 20 wiadomości, a każda typu " Andrzej nie załamuj się, będzie dobrze" Nawet sam Stephan do mnie napisał, ale ja nie miałem ochoty na razie nikomu odpisywać. Po ok. 30 min. byłem już spakowany, stanąłem przy oknie i zacząłem myśleć nad swoim dalszym życiem , jak ono będzie wyglądało i czy kiedykolwiek będzie takie samo. Moje rozmyślenie przerwał zgrzyt drzwi. Obejrzałem się za siebie i zobaczyłem w progu sali Martę.
Perspektywa Marty:
Siedziałam cały czas na szpitalnym korytarzu, mimo tego, że miałam się spotkać z Pawłem, to w tej chwili nie liczyło się nic, poza Andrzejem. Nie mogłam dłużej wysiedzieć chciałam wejść do sali Wronki jednak zatrzymał mnie Karol, który też cały czas był w szpitalu.
-Nie wchodź Marta.
-Karol, ja nie mogę tak bezczynnie siedzieć, muszę tam wejść i z nim porozmawiać.
-Nie radzę ci, on jest załamany.
-Musze.
-Nic nie musisz Marta, jedź do domu się przespać.
-Dobra nie muszę, ale chcę więc tam idę.
Nie czekając na reakcję Kłosa uchyliłam drzwi. Przy oknie stał Andrzej, był zamyślony ale jednocześnie bardzo smutny. Odwrócił się w moją stronę i zdziwienie pojawiło się na jego twarzy.
-Możemy porozmawiać? - zamknęłam za sobą drzwi i weszłam do środka
-O czym niby? O wypadku? - zapytał patrząc w okno
-Nie, chciałabym porozmawiać o nas i o przeszłość.
-Jakich nas? - odwrócił się do mnie i patrzył na mnie złowrogo
-Andrzej ja ci wszystko wybacz, to co stało się pięć lat temu to jest już nie ważne, rozumiesz? - przybliżyłam się do niego i spojrzałam mu głęboko w oczy
-A to co wydarzyło się 2 dni temu? - Wrona odsunął się ode mnie i oparł się o parapet
-Uratowałeś swojego przyjaciela.
-Przed tobą.
-Co? Przecież to był wypadek.
-A może jednak jakiś perfidny plan?
-Co ty gadasz?
-No tak, ja wiem, że ty chcesz się na mnie zemścić.
-Co kurwa? To Karol wyszedł na drogę tuż przed autem.
-Najlepiej zwalić na kogoś.
-To nie była niczyja wina rozumiesz? To był wypadek, a wypadki czasami się zdarzają!
-I przez ten "wypadek" teraz nie wiadomo czy będę mógł dalej grać.
-Andrzej bardzo mi przykro i uwierz, że mi też jest ciężko patrzeć na twój smutek.
-A mi ciężko jest patrzeć na ciebie.
Tego już nie wytrzymała, dałam mu w twarz i nie mogłam opanować emocji.
-Wiesz co zasłużyłeś na więcej niż tylko uderzenie w twarz, ja tu przy tobie siedziałam całe te dwa dni, modliłam się za ciebie, nigdy przez te 5 lat o tobie nie zapomniałam, a wiesz dlaczego? Bo cię kocham ty idioto! - wykrzyczałam - Ale teraz widzę, że ty mnie jednak nie kochasz i wtedy 5 lat temu też mnie nie kochałeś!
-Gówno prawda!! - Andrzej mi przerwał i też zaczął krzyczeć - kochałem cię tak mocno, że mocniej się już nie dało, wiesz jak ja cierpiałem gdy musiałem cię zostawić.
-Jak to musiałeś?
-Lepiej spytaj swojej mamuśki pieprzonej.
-Co kurwa moja mama ma z tym wspólnego?
-Nie ważne teraz już to jest, dwa dni temu cie kochałem, tak jak 5 lat temu, chciałem cię odnaleźć i wszystko wyjaśnić ale teraz.... teraz to wszystko straciłem nie mogę grać, a po tym co mi przed wczoraj zrobiłaś ja ciebie już nie kocham.
-Ale jak to? Przecież to był tylko wypadek - powiedziałam ze łzami
-Ja ci po prostu nie wierze.
-To uwierz, proszee
-Wiem jaka jesteś i jaka potrafisz być.
-Andrzejj...
-Wyjdź.
-Kocham cię!!
-Wyjdź kurwa!!
Wybiegłam z płaczem z sali i nie mogłam uwierzyć, że go już nie odzyskam. Podszedł do mnie Karol:
-Marta...
-Zabierz mnie stąd proszę - powiedziałam ciągle płacząc
Karol bez słowa pomógł mi wstać i poszliśmy w stronę parkingu.
środa, 2 września 2015
Rozdział 11
Perspektywa Marty:
Nie mogę w to uwierzyć, że Andrzej może w każdej chwili umrzeć. Muszę coś zrobić, żeby on żył.
-Karol i jak wiesz coś?
-Wiem tylko, że poszli po defibrylator, bo zwykła reanimacja nie wystarcza. Marta ja nie wiem czy on przeżyje...
-Karol nie gadaj bzdur!!
Odeszłam od przyjaciela i poszłam w stronę drzwi sali na, której leżała Wronka. Nagle wyszedł lekarz:
-I co panie doktorze? - spytałam ze spływającą łzą
-Na szczęście serce zaczęło pracować w ostatniej chwili i pan Andrzej żyje, jednak wszystko zależy od kolejnej doby.
-A mogę do niego wejść?
-No dobrze, ale tylko chwilkę.
-Dobrze, dziękuje.
Otarłam łzę z policzka i weszłam do sali. Andrzej cały czas był w śpiączce. Podeszłam bliżej i usiadłam obok jego łóżka. Wyglądał tak jak 5 lat temu, w głębi serca czułam, że nadal go bardzo mocno kocham, ale czy on kocha mnie? To wszystko będę musiała wyjaśnić jak wszystko z jego zdrowiem będzie dobrze.
-Cześć Andrzej, to ja Marta. Przepraszam cię za wszystko, a szczególnie za ten wypadek, bo to ja jechałam za szybko. Ale zanim pójdę to chce ci powiedzieć, że cię kocham Andrzejku.
Złapałam go za dłoń i wtuliłam się w nią jakby była moją własnością.
Perspektywa Andrzeja:
Ciemność, wszędzie ciemność. Co się do cholery dzieje? Gdzie ja w ogóle jestem? Nagle w oddali widzę światło, jest ono coraz bliżej. Zaglądam tam kątem oka i widzę cudowny świat. Wszędzie radość, pełno zieleni i ptaków, a nawet jest wielka cudowna rzeka. Chce tam wejść, ale nagle słyszę głos, trochę jakby znajomy. Coś do mnie ten głos mówi, jednak ja nie rozumiem.Wsłuchuje się z coraz większą uwagą i rozumiem tylko dwa słowa "Kocham cię". Nie zastanawiam się i biegnę stronę źródła głosu. Nagle jakby piorun i przebłysk. Nabieram powietrza w płuca i otwieram oczy. Rozglądam się dookoła, jestem w chyba w szpitalu. Czuję ciężar na ręce, podnoszę ją, a moim oczom ukazuje się Marta.
Perspektywa Marty:
Leże na jego ręce i rozmyślam nad swoim losem. Nagle czuje jak jego dłoń się unosi, wstaje i nie mogę uwierzyć własnym oczom. On się wybudził, patrzy na mnie tymi swoimi pięknymi oczami, a ja nie wiem co powiedzieć, jednak w końcu przerywam cisze:
-Andrzej..... przepraszam
-Marta... - chce coś powiedzieć lecz nie może nabrać powietrza
-Nic nie mów, idę po lekarza
Wybiegam z sali i krzyczę do lekarza:
-Panie doktorze Andrzej on, on się wybudził szybko!
Lekarz z pielęgniarkami pobiegli do Wronki, a ja szybko zaczęłam szukać Olki i Karola. Siedzieli przygnębieni w kawiarni:
-Karol szybko Olka!
-Co się stało? - spytała poddenerwowana Ola
-Andrzej, on
-Co z Andrzejem mów kurwa - zaczął krzyczeć Karol
-Wybudził się, chodźcie!
Wszyscy razem poszliśmy pod sale Andrzeja. Po 30 min wyszedł lekarz:
-Stan pana Andrzeja jest już stabilny, i nic nie zagraża jego życiu. Jedynym problemem jest jego lewa ręka, w której są pozrywane ścięgna, i niestety wasz przyjaciel będzie musiał uczęszczać na rehabilitacje, a to oznacza, że nie wiadomo czy będzie mógł wrócić do grania.
-Mogę do niego wejść - spytał się Karol
-Tak, proszę.
Perspektywa Karola:
Wszedłem do sali, na łóżku leżał Wronka i patrzył się w okno.
-Andrzej...
-Karol, ja nie będę mógł grac, rozumiesz? - powiedział ze smutkiem w głosie
-Endrju, po rehabilitacji na pewno wrócisz do pełnej sprawności.
-Weź przestań mnie pocieszać, dobra nie ważne to jest chce wiedzieć wszystko o wypadku. Pamiętam tylko, że uratowałem ci życie.
-No i to był cały wypadek. Odepchnąłeś mnie na krawężnik i sam zostałeś potrącony. Dziękuję ci za to przyjacielu, nie wiem jak ci się odwdzięczę.
-Nie ma co Karol, każdy przyjaciel by tak postąpił. A teraz powiedz mi kto kierował autem.
-Nie wiem
-Wiesz, bo lekarz powiedział mi, że ty i kierowca auta mi pomogliście się z pod niego wydostać.
-No ale nie pytałem się go o imię i nazwisko.
-Karol, kurwa! Na prawdę chcę to wiedzieć. Jesteś moim przyjacielem czy nie?
-No jasne, że tak. Kierowcą tego auta była Marta.
-Co? - spytał zdziwiony i niedowierzający Andrzej
-No tak Marta Nowak.
-I to przez nią nie będę mógł robić tego co kocham, pewnie chciała się zemścić, a ja głupi myślałem, że możemy to wszystko odbudować.
-Andrzej, to nie było tak.
-A jak kurwa, jak??!! Przestać kurwa kłamać i jej bronic!! - zaczął krzyczeć Andrzej
-Kurwa , człowieku uspokój się!
-Nie!! I wynoś się z tej sali.
-Andrzej porozmawiajmy na spokojnie.
-Powiedziałem wyjdź!
-Dobra, tylko, żebyś potem nie żałował, bo to był tylko wypadek, a ona od wczoraj tu przy tobie siedzi i czeka na ciebie, bo cie cały czas kocha.
-Ale ja już jej nie kocham, zrujnowała całe moje życie! A ty wypierdalaj stąd!
-Skoro właśnie tego chcesz.
Wyszedłem z trzaśnięciem drzwi i usiadłem na korytarzu. Podeszła do mnie Ola.
-Co się stało Karol?
-Andrzeja popierdoliło!
Nie mogę w to uwierzyć, że Andrzej może w każdej chwili umrzeć. Muszę coś zrobić, żeby on żył.
-Karol i jak wiesz coś?
-Wiem tylko, że poszli po defibrylator, bo zwykła reanimacja nie wystarcza. Marta ja nie wiem czy on przeżyje...
-Karol nie gadaj bzdur!!
Odeszłam od przyjaciela i poszłam w stronę drzwi sali na, której leżała Wronka. Nagle wyszedł lekarz:
-I co panie doktorze? - spytałam ze spływającą łzą
-Na szczęście serce zaczęło pracować w ostatniej chwili i pan Andrzej żyje, jednak wszystko zależy od kolejnej doby.
-A mogę do niego wejść?
-No dobrze, ale tylko chwilkę.
-Dobrze, dziękuje.
Otarłam łzę z policzka i weszłam do sali. Andrzej cały czas był w śpiączce. Podeszłam bliżej i usiadłam obok jego łóżka. Wyglądał tak jak 5 lat temu, w głębi serca czułam, że nadal go bardzo mocno kocham, ale czy on kocha mnie? To wszystko będę musiała wyjaśnić jak wszystko z jego zdrowiem będzie dobrze.
-Cześć Andrzej, to ja Marta. Przepraszam cię za wszystko, a szczególnie za ten wypadek, bo to ja jechałam za szybko. Ale zanim pójdę to chce ci powiedzieć, że cię kocham Andrzejku.
Złapałam go za dłoń i wtuliłam się w nią jakby była moją własnością.
Perspektywa Andrzeja:
Ciemność, wszędzie ciemność. Co się do cholery dzieje? Gdzie ja w ogóle jestem? Nagle w oddali widzę światło, jest ono coraz bliżej. Zaglądam tam kątem oka i widzę cudowny świat. Wszędzie radość, pełno zieleni i ptaków, a nawet jest wielka cudowna rzeka. Chce tam wejść, ale nagle słyszę głos, trochę jakby znajomy. Coś do mnie ten głos mówi, jednak ja nie rozumiem.Wsłuchuje się z coraz większą uwagą i rozumiem tylko dwa słowa "Kocham cię". Nie zastanawiam się i biegnę stronę źródła głosu. Nagle jakby piorun i przebłysk. Nabieram powietrza w płuca i otwieram oczy. Rozglądam się dookoła, jestem w chyba w szpitalu. Czuję ciężar na ręce, podnoszę ją, a moim oczom ukazuje się Marta.
Perspektywa Marty:
Leże na jego ręce i rozmyślam nad swoim losem. Nagle czuje jak jego dłoń się unosi, wstaje i nie mogę uwierzyć własnym oczom. On się wybudził, patrzy na mnie tymi swoimi pięknymi oczami, a ja nie wiem co powiedzieć, jednak w końcu przerywam cisze:
-Andrzej..... przepraszam
-Marta... - chce coś powiedzieć lecz nie może nabrać powietrza
-Nic nie mów, idę po lekarza
Wybiegam z sali i krzyczę do lekarza:
-Panie doktorze Andrzej on, on się wybudził szybko!
Lekarz z pielęgniarkami pobiegli do Wronki, a ja szybko zaczęłam szukać Olki i Karola. Siedzieli przygnębieni w kawiarni:
-Karol szybko Olka!
-Co się stało? - spytała poddenerwowana Ola
-Andrzej, on
-Co z Andrzejem mów kurwa - zaczął krzyczeć Karol
-Wybudził się, chodźcie!
Wszyscy razem poszliśmy pod sale Andrzeja. Po 30 min wyszedł lekarz:
-Stan pana Andrzeja jest już stabilny, i nic nie zagraża jego życiu. Jedynym problemem jest jego lewa ręka, w której są pozrywane ścięgna, i niestety wasz przyjaciel będzie musiał uczęszczać na rehabilitacje, a to oznacza, że nie wiadomo czy będzie mógł wrócić do grania.
-Mogę do niego wejść - spytał się Karol
-Tak, proszę.
Perspektywa Karola:
Wszedłem do sali, na łóżku leżał Wronka i patrzył się w okno.
-Andrzej...
-Karol, ja nie będę mógł grac, rozumiesz? - powiedział ze smutkiem w głosie
-Endrju, po rehabilitacji na pewno wrócisz do pełnej sprawności.
-Weź przestań mnie pocieszać, dobra nie ważne to jest chce wiedzieć wszystko o wypadku. Pamiętam tylko, że uratowałem ci życie.
-No i to był cały wypadek. Odepchnąłeś mnie na krawężnik i sam zostałeś potrącony. Dziękuję ci za to przyjacielu, nie wiem jak ci się odwdzięczę.
-Nie ma co Karol, każdy przyjaciel by tak postąpił. A teraz powiedz mi kto kierował autem.
-Nie wiem
-Wiesz, bo lekarz powiedział mi, że ty i kierowca auta mi pomogliście się z pod niego wydostać.
-No ale nie pytałem się go o imię i nazwisko.
-Karol, kurwa! Na prawdę chcę to wiedzieć. Jesteś moim przyjacielem czy nie?
-No jasne, że tak. Kierowcą tego auta była Marta.
-Co? - spytał zdziwiony i niedowierzający Andrzej
-No tak Marta Nowak.
-I to przez nią nie będę mógł robić tego co kocham, pewnie chciała się zemścić, a ja głupi myślałem, że możemy to wszystko odbudować.
-Andrzej, to nie było tak.
-A jak kurwa, jak??!! Przestać kurwa kłamać i jej bronic!! - zaczął krzyczeć Andrzej
-Kurwa , człowieku uspokój się!
-Nie!! I wynoś się z tej sali.
-Andrzej porozmawiajmy na spokojnie.
-Powiedziałem wyjdź!
-Dobra, tylko, żebyś potem nie żałował, bo to był tylko wypadek, a ona od wczoraj tu przy tobie siedzi i czeka na ciebie, bo cie cały czas kocha.
-Ale ja już jej nie kocham, zrujnowała całe moje życie! A ty wypierdalaj stąd!
-Skoro właśnie tego chcesz.
Wyszedłem z trzaśnięciem drzwi i usiadłem na korytarzu. Podeszła do mnie Ola.
-Co się stało Karol?
-Andrzeja popierdoliło!
niedziela, 30 sierpnia 2015
Rozdział 10
Perspektywa Karola:
-Co jaki Andrzej? O kurwa Endrju! Dzwoń po pogotowie!!
-Andrzej, o mój boże, Andrzej- Marta mówiła ze płaczem
-Marta, cholera jasna, dzwoń!! Nie widzisz, że on krwawi!!
-Alee..
-Dzwoń, bo on inaczej umrze!!
Perspektywa Marty:
-Haaaalloo pogotowie?
-Tak co się stało?
-On, on krwawi, umrze, wypadek - nie mogłam powstrzymać napływających łez.
-Kurwa dawaj to Marta.
Karol zaczął tłumaczyć co się stało,a ja podeszłam do nieprzytomnego Andrzeja.
-Andrzej, co ja narobiłam - złapałam go za zakrwawiona dłoń - proszę cię nie umieraj, błagam!!
-Dobra Marta pogotowie za chwile będzie.
-Karol, a co jeśli.... jeśli on umrze?
-Spokojnie Marta, on nie umrze, jest silnym facet - Karol mnie przytulił a ja nadal płakałam. W ciągu dwóch minut na miejscu zdarzenia pojawiła się karetka pogotowia, i wsadzili Andrzeja do karetki.
-Proszę pana - zaczepiłam jednego z lekarzy - czy on przeżyje?
-Miejmy nadzieje, że tak. Przy upadku musiał uszkodzić czaszkę i powstał krwotok wewnętrzny ale tylko tyle mogę pani powiedzieć.
Karetka odjechała a Karol zadzwonił do Olki, żeby po nas przyjechała. Najpierw jednak złożyliśmy zeznania policji, a gdy pojawiła się Ola, Karol jej wszystko opowiedział. Nie czekając na jutrzejszy dzień pojechaliśmy do szpitala. Gdy tam dotarliśmy okazało się, że Andrzej od godziny jest na sali operacyjnej.
-Panie doktorze, jestem przyjacielem Andrzeja co z nim?
-Niestety, informacji tylko możemy udzielać rodzinie.
Nagle z krzesełka zerwała się Ola:
-Jestem siostrą Andrzeja, co z nim?
-Pański brat miał bardzo wielki wylew krwi do mózgu, i ma w tej chwili operacje. Natomiast nie wiadomo jeszcze co z jego kręgosłupem, gdyż najważniejsza była operacja mózgu.
-Ale to znaczy, że on nie będzie mógł chodzić?
-Nie wiem jeszcze nic, za 15 minut powinny przyjść wyniki a wtedy panią zawołam i wszystko powiem.
Lekarz odszedł od nas, i w tym samym czasie z sali operacyjnej wyszedł lekarz i pielęgniarki wiozące Andrzeja
- Jestem jego siostra co z nim panie doktorze?
-Operacja się powiodła. Najbliższa doba będzie decydująca.
Perspektywa Karola:
Po rozmowie Oli z lekarzem okazało się z Andrzeja kręgosłupem na szczęście wszystko w porządku, jednak znacznie gorzej było z jego lewą ręką, gdyż były pozrywane węzły i mięśnie. Marta się bardzo przejęła tą całą sytuacją, i stanem Andrzeja. Przyniosłem jej i Oli kawę. Gdy lekarz wyraził zgodę na wejście do Andrzeja od razu tam poszedłem. Zobaczyłem Andrzeja na łóżku, i myślałem tylko o tym, że gdyby nie on to ja bym tam teraz leżał, albo bym po prostu umarł. Usiadłem na krześle obok niego i zacząłem do niego mówić:
-Dasz radę co nie? W końcu jesteś Andrzej Wrona i nic cię nie pokona. Pamiętasz obiecałem ci, że pomogę ci z Martą? No to spełniłem obietnice i ona siedzi teraz przed salą i czeka aż ty się wybudzisz. Bo się wybudzisz co nie? Stary nawet nie wiesz jaki ci jestem wdzięczny, że mnie uratowałeś. Będę się za ciebie modlił. Nie no stary musisz żyć rozumiesz! Musisz!! Bez ciebie z kim ja będę grał w fife? Musisz się wybudzić! I ja w to wierze, że jak rano tu zajrzę to się do mnie uśmiechniesz i powiesz, że jestem durniem nie patrzącym na jezdnie. - mówiłem cały czas do niego z płaczem, a on nic. W końcu nie mogąc powstrzymać łez podszedłem do niego i pocałowałem go w czoło i wyszedłem z sali. Na korytarzu usiadłem na podłodze, przy drzwiach i schowałem głowę w ramionach. Ola przy mnie usiadła i mnie po prostu przytuliła, właśnie to było mi potrzebne.
Perspektywa Marty:
Siedziałam na ławce, na szpitalnym korytarzu i modliłam się tylko, żeby Andrzej nie umarł. Gdy zobaczyłam go pod kołami mojego samochodu serce mi aż zabiło, z jednej strony dlatego, że znowu go spotkałam, a z drugiej, że mogę stracić osobę którą kocham. Teraz jestem pewna, że nadal go kocham i muszę mu wszystko wybaczyć. Moje rozmyślanie przerwał dziwny hałas. Rozejrzałam się dookoła, wszędzie latały pielęgniarki z jakimiś sprzętami, a Karol z Olka stali przy drzwiach sali w której leżał Andrzej. Podeszłam do nich:
-Ej co jest grane? - zapytałam się przyjaciół
-Andrzej, on... jego serce przestało pracować - powiedział Karol ze łzami w oczach
-Co? Nie proszę nie!! - stanęłam obok drzwi i znowu zaczęłam płakać
-Co jaki Andrzej? O kurwa Endrju! Dzwoń po pogotowie!!
-Andrzej, o mój boże, Andrzej- Marta mówiła ze płaczem
-Marta, cholera jasna, dzwoń!! Nie widzisz, że on krwawi!!
-Alee..
-Dzwoń, bo on inaczej umrze!!
Perspektywa Marty:
-Haaaalloo pogotowie?
-Tak co się stało?
-On, on krwawi, umrze, wypadek - nie mogłam powstrzymać napływających łez.
-Kurwa dawaj to Marta.
Karol zaczął tłumaczyć co się stało,a ja podeszłam do nieprzytomnego Andrzeja.
-Andrzej, co ja narobiłam - złapałam go za zakrwawiona dłoń - proszę cię nie umieraj, błagam!!
-Dobra Marta pogotowie za chwile będzie.
-Karol, a co jeśli.... jeśli on umrze?
-Spokojnie Marta, on nie umrze, jest silnym facet - Karol mnie przytulił a ja nadal płakałam. W ciągu dwóch minut na miejscu zdarzenia pojawiła się karetka pogotowia, i wsadzili Andrzeja do karetki.
-Proszę pana - zaczepiłam jednego z lekarzy - czy on przeżyje?
-Miejmy nadzieje, że tak. Przy upadku musiał uszkodzić czaszkę i powstał krwotok wewnętrzny ale tylko tyle mogę pani powiedzieć.
Karetka odjechała a Karol zadzwonił do Olki, żeby po nas przyjechała. Najpierw jednak złożyliśmy zeznania policji, a gdy pojawiła się Ola, Karol jej wszystko opowiedział. Nie czekając na jutrzejszy dzień pojechaliśmy do szpitala. Gdy tam dotarliśmy okazało się, że Andrzej od godziny jest na sali operacyjnej.
-Panie doktorze, jestem przyjacielem Andrzeja co z nim?
-Niestety, informacji tylko możemy udzielać rodzinie.
Nagle z krzesełka zerwała się Ola:
-Jestem siostrą Andrzeja, co z nim?
-Pański brat miał bardzo wielki wylew krwi do mózgu, i ma w tej chwili operacje. Natomiast nie wiadomo jeszcze co z jego kręgosłupem, gdyż najważniejsza była operacja mózgu.
-Ale to znaczy, że on nie będzie mógł chodzić?
-Nie wiem jeszcze nic, za 15 minut powinny przyjść wyniki a wtedy panią zawołam i wszystko powiem.
Lekarz odszedł od nas, i w tym samym czasie z sali operacyjnej wyszedł lekarz i pielęgniarki wiozące Andrzeja
- Jestem jego siostra co z nim panie doktorze?
-Operacja się powiodła. Najbliższa doba będzie decydująca.
Perspektywa Karola:
Po rozmowie Oli z lekarzem okazało się z Andrzeja kręgosłupem na szczęście wszystko w porządku, jednak znacznie gorzej było z jego lewą ręką, gdyż były pozrywane węzły i mięśnie. Marta się bardzo przejęła tą całą sytuacją, i stanem Andrzeja. Przyniosłem jej i Oli kawę. Gdy lekarz wyraził zgodę na wejście do Andrzeja od razu tam poszedłem. Zobaczyłem Andrzeja na łóżku, i myślałem tylko o tym, że gdyby nie on to ja bym tam teraz leżał, albo bym po prostu umarł. Usiadłem na krześle obok niego i zacząłem do niego mówić:
-Dasz radę co nie? W końcu jesteś Andrzej Wrona i nic cię nie pokona. Pamiętasz obiecałem ci, że pomogę ci z Martą? No to spełniłem obietnice i ona siedzi teraz przed salą i czeka aż ty się wybudzisz. Bo się wybudzisz co nie? Stary nawet nie wiesz jaki ci jestem wdzięczny, że mnie uratowałeś. Będę się za ciebie modlił. Nie no stary musisz żyć rozumiesz! Musisz!! Bez ciebie z kim ja będę grał w fife? Musisz się wybudzić! I ja w to wierze, że jak rano tu zajrzę to się do mnie uśmiechniesz i powiesz, że jestem durniem nie patrzącym na jezdnie. - mówiłem cały czas do niego z płaczem, a on nic. W końcu nie mogąc powstrzymać łez podszedłem do niego i pocałowałem go w czoło i wyszedłem z sali. Na korytarzu usiadłem na podłodze, przy drzwiach i schowałem głowę w ramionach. Ola przy mnie usiadła i mnie po prostu przytuliła, właśnie to było mi potrzebne.
Perspektywa Marty:
Siedziałam na ławce, na szpitalnym korytarzu i modliłam się tylko, żeby Andrzej nie umarł. Gdy zobaczyłam go pod kołami mojego samochodu serce mi aż zabiło, z jednej strony dlatego, że znowu go spotkałam, a z drugiej, że mogę stracić osobę którą kocham. Teraz jestem pewna, że nadal go kocham i muszę mu wszystko wybaczyć. Moje rozmyślanie przerwał dziwny hałas. Rozejrzałam się dookoła, wszędzie latały pielęgniarki z jakimiś sprzętami, a Karol z Olka stali przy drzwiach sali w której leżał Andrzej. Podeszłam do nich:
-Ej co jest grane? - zapytałam się przyjaciół
-Andrzej, on... jego serce przestało pracować - powiedział Karol ze łzami w oczach
-Co? Nie proszę nie!! - stanęłam obok drzwi i znowu zaczęłam płakać
Rozdział 9
Perspektywa Andrzeja:
Po skończonej rozmowie z Olką rzuciłem telefon na kanapę i po prostu zacząłem płakać jak dziecko. Jeszcze nawet Marty nie odzyskałem a znowu ją straciłem i tym razem chyba bezpowrotnie. Nie wiedząc co dalej robić wziąłem kieliszek oraz wódkę, włączyłem smutną muzę i postanowiłem utopić swoje smutki w tym alkoholu. Gdy nalewałem kolejna porcje trunku ktoś zaczął dobijać się do drzwi, otworzyłem a moim oczom ukazał się wściekły Karol.
-Co ty sobie wyobrażasz pieprzony dupku! - Karol wszedł szybko do mojego mieszkania i przyłożył mi w twarz.
-Kurwa, Karol o co chodzi? - spytałem się kolegi ledwo stojąc na nogach.
-Musiałeś tak najechać na Ole? To niej wina że Marta umówiła się z Pawłem!
-Wiem, stary poniosło mnie.
-Kurwa, Andrzej widzę cie jutro u mnie w domu i masz przeprosić Olkę rozumiesz?
-Oczywiście, że przyjdę. Tyle dla mnie zrobiła a ja zachowałem się jak dupek ale zrozum, że ja cholernie kocham Martę. - powiedziałem ze spływającą łzą.
-Widzę to Andrzej, i przyrzekam ci, że ci pomogę w odzyskaniu Marty.
-Dzięki ci jesteś wspaniałym przyjacielem, a teraz chodź może coś obejrzymy i napijemy się czegoś.
-A wiesz co, z przyjemnością.
Perspektywa Marty:
Stałam w salonie przy szafie i zastanawiałam się w co się ubrać na randkę z Pawłem. On naprawdę jest bardzo miło i wesoły, no i przystojny również, mam nadzieje że coś może z tego wyjdzie. Moje rozmyślanie przerwał dzwonek telefonu:
-Tak słucham?
-Dzień dobry, czy rozmawiam z panią Martą Nowak?
-Tak, a o co chodzi?
-Dzwonię z biura PGE Skry Bełchatów, polecił nam panią Karol Kłos, czy nadal jest pani chętna do współpracy z nami?
-Tak, tak oczywiście.
-No to rewelacyjnie, bo potrzebujemy dziennikarki klubowej. Czy ma pani w tym kierunku jakieś wykształcenie?
-Tak mam wszystkie potrzebne dyplomy i papiery.
-Dobrze, to zapraszam panią na rozmowę kwalifikacyjną, ale to jest tylko formalność więc proszę, żeby pani przyniosła wszystkie papiery jutro o 8:30.
-Oczywiście, że będę. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
Uradowana tą wiadomością zadzwoniłam natychmiast do Oli.:
-Hej Ola.
-Cześć Marta właśnie miałam do ciebie dzwonić.
-Mam prace w PGE Skrze Bełchatów!!
-To wspaniale!! Może wpadniesz do mnie na jakaś kawę i
ploteczki?
-No, okej i tak nie mam planów na wieczór, to za jakieś pół godzinki będę. Pa
-Do zobaczenia.
Uradowana chciałam napisać do Pawła,a le postanowiłam jednak zrobić mu niespodziankę. Poszłam do pokoju przebrać się. Włosy rozpuściłam, usta pomalowałam czerwoną szminką, wzięłam torebkę zamknęłam mieszkanie i poszłam w stronę samochodu.
Perspektywa Andrzeja:
Po około 1,5 godzinie, Karol zbierał się do domu, Pożegnałem się z nim i zamknąłem drzwi. Wróciłem do salonu ogarnąć panujący tam bałagan, na stoliku zobaczyłem telefon Karola. Wyszedłem przed blok i zobaczyłem w oddali idącego Karola, pobiegłem za nim i Krzyknąłem na całe gardło jego imię.:
-Karool!!!! - usłyszał i zatrzymał się.
-Co jest Andrzej pali się?
-Nie, tylko zostawiłeś telefon u mnie. - wręczyłem zgubę przyjacielowi.
-O dzięki stary, muszę do Olki napisać, i spadam już naraska.
-No hej.
Na chwile przystanąłem żeby zawiązać buta i gdy się obejrzałem, gdzie jest Karol zobaczyłem że przechodzi przez drogę, a za zakrętem jedzie auta zacząłem do niego krzyczeć lecz miał on słuchawki w uszach. Nie zastanawiając się dłużej pobiegłem w jego stronę. Gdy Karol był już na jezdni pojazd jadący prawie 150 km/h był coraz bliżej. Szybko wybiegłem na jezdnie odepchnąłem Karola i poczułem mocne uderzenie i ból w głowie.
Perspektywa Marty:
Jechałam w stronę mieszkania Karola i Olki. Gdy wyjechałam zza zakrętu, zobaczyłam zakapturzoną postać na drodze, i zaczęłam hamować, w jednej sekundzie ktoś odepchnął postać i wpadł pod mój samochód. Wyszłam z samochodu, na krawężniku leżał zakapturzony facet, Podeszłam bliżej i zobaczyłam, że to Karol.
-O boże Karol! Żyjesz?
-Tak. Lepiej chodźmy zobaczyć kto mi uratował życie. - pomogłam wstać Karolowi i poszliśmy obok samochodu. Leżał tam facet w kałuży krwi. Podeszłam bliżej i zamarłam.
-O matko, Andrzej.!
-Kurwa, Andrzej widzę cie jutro u mnie w domu i masz przeprosić Olkę rozumiesz?
-Oczywiście, że przyjdę. Tyle dla mnie zrobiła a ja zachowałem się jak dupek ale zrozum, że ja cholernie kocham Martę. - powiedziałem ze spływającą łzą.
-Widzę to Andrzej, i przyrzekam ci, że ci pomogę w odzyskaniu Marty.
-Dzięki ci jesteś wspaniałym przyjacielem, a teraz chodź może coś obejrzymy i napijemy się czegoś.
-A wiesz co, z przyjemnością.
Perspektywa Marty:
Stałam w salonie przy szafie i zastanawiałam się w co się ubrać na randkę z Pawłem. On naprawdę jest bardzo miło i wesoły, no i przystojny również, mam nadzieje że coś może z tego wyjdzie. Moje rozmyślanie przerwał dzwonek telefonu:
-Tak słucham?
-Dzień dobry, czy rozmawiam z panią Martą Nowak?
-Tak, a o co chodzi?
-Dzwonię z biura PGE Skry Bełchatów, polecił nam panią Karol Kłos, czy nadal jest pani chętna do współpracy z nami?
-Tak, tak oczywiście.
-No to rewelacyjnie, bo potrzebujemy dziennikarki klubowej. Czy ma pani w tym kierunku jakieś wykształcenie?
-Tak mam wszystkie potrzebne dyplomy i papiery.
-Dobrze, to zapraszam panią na rozmowę kwalifikacyjną, ale to jest tylko formalność więc proszę, żeby pani przyniosła wszystkie papiery jutro o 8:30.
-Oczywiście, że będę. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
Uradowana tą wiadomością zadzwoniłam natychmiast do Oli.:
-Hej Ola.
-Cześć Marta właśnie miałam do ciebie dzwonić.
-Mam prace w PGE Skrze Bełchatów!!
-To wspaniale!! Może wpadniesz do mnie na jakaś kawę i
ploteczki?
-No, okej i tak nie mam planów na wieczór, to za jakieś pół godzinki będę. Pa
-Do zobaczenia.
Uradowana chciałam napisać do Pawła,a le postanowiłam jednak zrobić mu niespodziankę. Poszłam do pokoju przebrać się. Włosy rozpuściłam, usta pomalowałam czerwoną szminką, wzięłam torebkę zamknęłam mieszkanie i poszłam w stronę samochodu.
Perspektywa Andrzeja:
Po około 1,5 godzinie, Karol zbierał się do domu, Pożegnałem się z nim i zamknąłem drzwi. Wróciłem do salonu ogarnąć panujący tam bałagan, na stoliku zobaczyłem telefon Karola. Wyszedłem przed blok i zobaczyłem w oddali idącego Karola, pobiegłem za nim i Krzyknąłem na całe gardło jego imię.:
-Karool!!!! - usłyszał i zatrzymał się.
-Co jest Andrzej pali się?
-Nie, tylko zostawiłeś telefon u mnie. - wręczyłem zgubę przyjacielowi.
-O dzięki stary, muszę do Olki napisać, i spadam już naraska.
-No hej.
Na chwile przystanąłem żeby zawiązać buta i gdy się obejrzałem, gdzie jest Karol zobaczyłem że przechodzi przez drogę, a za zakrętem jedzie auta zacząłem do niego krzyczeć lecz miał on słuchawki w uszach. Nie zastanawiając się dłużej pobiegłem w jego stronę. Gdy Karol był już na jezdni pojazd jadący prawie 150 km/h był coraz bliżej. Szybko wybiegłem na jezdnie odepchnąłem Karola i poczułem mocne uderzenie i ból w głowie.
Perspektywa Marty:
Jechałam w stronę mieszkania Karola i Olki. Gdy wyjechałam zza zakrętu, zobaczyłam zakapturzoną postać na drodze, i zaczęłam hamować, w jednej sekundzie ktoś odepchnął postać i wpadł pod mój samochód. Wyszłam z samochodu, na krawężniku leżał zakapturzony facet, Podeszłam bliżej i zobaczyłam, że to Karol.
-O boże Karol! Żyjesz?
-Tak. Lepiej chodźmy zobaczyć kto mi uratował życie. - pomogłam wstać Karolowi i poszliśmy obok samochodu. Leżał tam facet w kałuży krwi. Podeszłam bliżej i zamarłam.
-O matko, Andrzej.!
środa, 19 sierpnia 2015
Rozdział 8
Perspektywa Marty:
Gdy skończyłam rozmawiać z Olką, ucieszyłam się że będę miała możliwość pracy w Skrze. Jednak długo o tym nie myślałam gdyż zorientowałam się, że jest już 14:45, a o 15 miał przyjść do mnie Paweł i pomóc mi z meblami. Nie czekając dłużej, poszłam do szafy i wzięłam odpowiedni strój. Uczesałam się w koka. I gdy wychodziłam z łazienki zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam w nich uśmiechniętego od ucha do ucha Zatiego. Zaprosiłam go do środka i przywitałam się całusem w policzek:
-No to co panie robotniku do picia? - spytałam ze śmiechem
-No szefowo, przydałaby się jakaś mocna kawa. - odpowiedział
również ze śmiechem Paweł.
-Już się robi.
Podałam kawę na stolik oraz ciastka.
-O proszę, jakie pyszności panna Nowak mi tutaj daje.
-Przychodź częściej, a na pewno będziesz w stanie grać. - odpowiedziałam ze śmiechem.
-Czy to było zaproszenie na kolejne spotkanie?
-Ja nic takiego nie powiedziałam.
-No dobra, dobra, następnym razem to cię zabiorę na prawdziwą pierwszą randkę.
-Nie żartuj sobie Pawełku, tylko pij ta kawę bo trzeba brać się za skręcanie mebli. - Wstałam, jednak Zati złapała mnie za rękę i posadził na kanapie.
-Ale Marta ja mówiłem poważnie z tą randką, to co zgodzisz się?
-Paweł, ale ja... ja nie wiem nie znamy się praktycznie.
-No to się poznamy, obiecuje że nie będę nachalny ani nic z tych rzeczy, naprawdę bardzo mi się podobasz.
-No w sumie to ty też jesteś bardzo fajny, więc chyba nic mi nie szkodzi iść z tobą na randkę.
-Jupi! - Paweł zaczął skakać i śmiać się ze szczęścia.
-Już przestań bo się rozmyślę. - Paweł nagle spoważniał i upił łyk kawy.
-Dobrze panno Nowak, to co bierzemy się za meble?
Bo 2 godzinach skręcania mebli i dobrej zabawie przy tym, wszystko wyglądało fenomenalnie. Pożegnałam się z Pawłem i wybrałam numer do Oli.
-Olka nie uwierzysz jaki dzisiaj wspaniały dzień miałam!
-No mów kochana bo nigdy chyba nie zgadnę.
-Umówiłam się z Pawłem na randkę!
-Jakim Pawłem?
-Twoim tatą wiesz. No Zatorskim!
-Na prawdę, to super.
-Jakoś nie słyszę w twoim głosie entuzjazmu.
-Ale Marta ja na serio się ciesze z twojego szczęścia.
-Weź nie kłam Olka. Znam cie długie lata i wiem kiedy się cieszysz a kiedy udajesz.
-Po prostu, jestem trochę przeziębiona.
-Dobra, bo widzę, że nadal będziesz kłamać więc nie ma sensu ta rozmowa. Na razie.
Rozłączyłam się i napisałam SMSa
Do "Zati <3"
-Dziękuję za ten cudowny dzień, jesteś wspaniały :*
-Nie ma za co panno Nowak, i to ty jesteś wspaniała :* Ps. mam nadzieje, że nasza randka nadal aktualna.
-Jasne, że tak tylko nawet nie wiem kiedy ona ma być hehe :D
-Może pojutrze o 16?
-Pasuje :* a gdzie?
-A to już będzie niespodzianka, więc po ciebie przyjadę, a nie ubieraj się w sukienkę bo będzie ci nie wygodnie :*
-Co ty kombinujesz Pawełku?
-Dowiesz się pojutrze :* Zmykam na trening pa <3
-Miłego ćwiczenia :*
Odłożyłam telefon na stolik , zrobiłam sobie kolacje i włączyła telewizor.
Tymczasem u Oli:
-No, cholera jasna!
-Co jest kochanie? - spytał się Karol z czułym spojrzeniem.
-Marta kurde jest!
-Mów spokojnie o co chodzi.
-No bo wiesz, że Andrzej ją cały czas kocha, a ona umówiła się na randkę z Zatim.
-Ale przecież Marta nie wiem że Wronka coś do niej czuje.
-No ale patrz On ją kocha i Ona jego też, i Andrzej chce z nią pogadać i w takiej sytuacji co on ma zrobić. A najgorsze jest to , że to ja go namówiłam do tego, żeby pogadał z Martą.
-Kochanie, nie zadręczaj sie tym, tylko zadzwoń do Andrzeja, a on sam zdecyduje co ma dalej zrobić.
-No dobra zadzwonię.
Wybrałam numer do Wronki i po trzech sygnałach odebrał:
-No cześć Ola.
-Andrzej nie wiem jak zacząć.
-No mów po kolei.
-Ale ja naprawdę nie wiem.
-Mów co si... - przerwałam mu i na jednym tchu powiedziałam
-Marta umówiła sie z Zatim.
-Co?
-Andrzej ja wiem, że to trudne
-Czyli kłamałaś i ty i Karol, że niby Marta mnie kocha!
-Nie, Andrzej...
-Olka, przestań mieszać skoro umówiła się z Pawłem to znaczy, że o mnie już dawno zapomniała.
-To nie tak, daj mi wszystko wyjaśnić.
-Tu nie ma czego wyjaśniać, ja nie mam 5 lat, więc wszystko rozumiem. I wiesz co najlepiej będzie jeśli zajmiesz się w końcu swoimi sprawami i swoim Karolkiem,a nie wtykasz nos w nieswoje spraw. Nie dzwoń więcej do mnie, bo przez ciebie tylko mam mieszane uczucia. Co Karol w tobie widzi to ja w ogóle nie wiem, jak on mógł się związać z takim wścibskim babskiem!
Gdy Andrzej się wyłączył, cała zalana łzami, padłam na kanapę. Jak on mógł po tym wszystkim coś takiego jej powiedzieć. Gdy tak płakała na kanapie Karol wszedł do pokoju.
-Matko, Oleńko co się stało. - Karol usiadł obok mnie i mocno przytulił.
Z płaczem opowiedziałam mu wszystko.
-No nie wierze, zabije gnojka, po prostu go zabije!
-Karol, uspokój się proszę cię, nie ma sensu.
-O nie Ola, to ma sens bo to niby była nasz przyjaciel, a tak cię skrzywdził, a ja cię kocham i nie pozwolę, żeby ten dupek cię ranił.
Nim zdążyłam coś odpowiedzieć Karol wziął kluczyki i zniknął za drzwiami. Miałam bardzo złe przeczucia.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam was za tak długą przerwę, spowodowane to było licznymi wyjazdami i brakiem internetu ale mam nadzieje, że mi wybaczycie i nadal będzie to coś czytać. Mi osobiście ten rozdział średnio się podoba ale czekam na wasze komentarze i opinie, proszę was jeśli czytacie to opowiadanie to zostawcie komentarz może być nawet kropka to nic nie kosztuje a mi to dodaje ogromnej motywacji. Teraz rozdziały będą dłuższe i częściej dodawane , możliwe że kolejny będzie już jutro pod warunkiem że będą tu jakieś komentarze. W następnym rozdziale duużo się wydarzy, coś sie miło ułoży a coś niestety zepsuje. Jak myślicie?
Pozdrawiam Angelika. :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)